21 maja 2014

Humań

No więc - pora wrócić jedną nogą blogu na Ukrainę.
Po co?
Żeby zdać relację z trzeciego, ostatniego etapu zeszłorocznej podróży.
Po co?
Nie wiem! Co żeś się tak przyczepił? „Po co?” i „po co?”. Coś ty w ogóle za jeden?

Ostatnio - przypomnę - bawiliśmy na Krymie, tym szczególnym skrzyżowaniu Lazurowego Wybrzeża, krainy z 1000 i 1 nocy, mongolskiego stepu oraz radzieckiego bezhołowia. Tymczasem Ukraina rozstała się z Krymem, miało się ten fuks!

Pierwszym przystankiem drogi powrotnej stał się Humań.
Ilustracji obrazkowych z miasta właściwego w zasadzie wielu nie mam. Oto polski kościół katolicki w city. Zdjęcie specjalnie zresztą robione dla pokazania osobie, która była w nim chrzczona, jeszcze przed wojną.


Warto zwrócić uwagę na zachowane rozbudowane epitafium, oczywiście z polskimi katolickimi polskimi nazwiskami i napisami. Poza tym we wnętrzu mieści się galeria sztuki. Ale wygospodarowano też kącik do posług sakralnych. Dzięki temu garstka miejscowych Polaków katolików ma miejsce na nabożeństwa. Kościół zatem - można rzec - służy wszystkim, a przede wszystkim - nie niszczeje. Wszyscy (?) są zadowoleni.
A więc jest to przejaw wzorowej, pokojowej koegzystencji. Nie zawsze tak bywało.


Miasteczko leżące w połowie drogi Kijów-Odessa, pośrodku dawnych Dzikich Pól, trwale zapisało się w niewesołej historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a szczególnie jej ostatnich lat, czyli epoki stanisławowskiej.
Stało się tak za sprawą tzw. koliszczyzny, a konkretnie jej epizodu, znanego jako rzeź humańska.
Było to wkrótce po „elekcji” Stanisława Antoniego Poniatowskiego, która zapoczątkowała ową epokę stanisławowską, ale i pełną dramatyzmu trzydziestoletnią agonię organizmu I RP toczonego rozmaitymi chorobami wewnętrznymi, jak również zewnętrznymi.

W wyniku fermentu związanego z Konfederacją Barską a katalizowanego przez mocarstwo ościenne, na Ukrainie nastąpił samozapłon w postaci kolejnego buntu chłopskiego. Jak zwykle, słusznych poniekąd racji upośledzonego politycznie i społecznie ludu, lud ten dochodził w najdrastyczniejszej a przy tym najprostszej formie: mordując wszystkich nie-swoich, czyli „Lachiw, Jewreiw ta jezuitiw”. Dostało się też duchownym-unitom.

Nie inaczej - a wręcz szczególnie krwawo - było w Humaniu, mieście prywatnym w prywatnym posiadaniu Potockich, do którego schroniło się sporo ludności polskiej i żydowskiej z ogarniętej pożogą okolicy. Dowódca załogi wojskowej Iwan Gonta przeszedł ze swoimi ludźmi na stronę nadciągających pod wodzą Maksyma Żeleźniaka hajdamaków i oddał im miasto wraz z zawartością na pastwę, samemu dołączając do wspólnej zabawy.

Oczywiście, jak zwykle w takim przypadku, trudne jest oszacowanie liczby ofiar. Mówi się o dwóch do dwudziestu tysięcy. W tej skali - zwykła statystyka. Kilka tysięcy w tę czy wewtę, co za różnica.
Tak czy inaczej - straszna robota! Ile w ogóle może trwać zabijanie kilku tysięcy ludzi? Cały dzień? Jeden wieczór? A kilkunastu? A kilkudziesięciu? No i nie z broni maszynowej, a całkiem ręcznej...

Generalnie więc - wszystko fajnie, jest w tym tylko jeden mały zgrzyt. Otóż w Humaniu jest ulica Iwana Gonty, a gdzie indziej wzniesiono mu nawet pomnik. Rozumiemy, że spojrzenie na historię może być relatywne, ale dalipan, trudno nie wyczuć wszak w tym przypadku, gdzie kończy się patriotyzm i rewolucyjne dążenia, a zaczyna wściekła przemoc. Cóż także z tego, że gdy wojska koronne i rosyjskie zdławiły koliszczyznę, również i Gontę ostatecznie spotkał pożałowania godny los (pojmano go i skazano na śmierć przez ujmowanie z niego kawałka po kawałku przez 14 dni)?

Trauma pohumańska była w Rzeczypospolitej ogromna. Wielu spośród szlachty dało drapaka ze swych dóbr ukrainnych, co zresztą wcale nie sprzyjało uspokojeniu rozkołysanej sytuacji.
Przez następne kilkadziesiąt lat koliszczyzna inspirowała twórców - np. „Zamek Kaniowski” Goszczyńskiego - i polityków / społeczników - np. Gromada Ludu Polskiego „Humań” (choć nie wiem, jaki cel przyświecał gromadzianom - upamiętnienie martyrologii, czy swoiste memento - profetyczne zresztą, jeśli się pomni na o chwilę późniejszą rabację galicyjską - dla szlachty?).
Dziś epizod ten wydaje się być już nieco zapomniany.

Jakie jednak morał i nauka z tego wszystkiego płyną?
Jak pisałem - ludzkość rżnie się od wieków. Teraz tylko w Euroatlantydzie, chwilowo syta i senna, przestała. Ale wystarczy żeby iskierka obłędu padła na suchą ściółkę nienawiści i znów płoną łąki krwi..
Jak było na Bałkanach 20 lat temu? O Rwandach i Sudanach już nie wspominam (bo to przecież gdzieś daleko, u dzikusów).
Trzeba o tym pamiętać. Nie w imię odwiecznych waśni międzyplemiennych, ale żeby zdawać sobie sprawę z własnych, uśpionych zdolności.
Wystarczy, że dadzą ci maczetę w garść, i wszyscy zaczną z wyciem biec, by ucinać ręce i głowy - ty pobiegniesz też, człowiecze.
A gdzie się to wszystko zaczyna? To wszystko zaczyna się w najdrobniejszych przejawach małych zełek, w przemocach i mikrołajdactwach dnia codziennego, które wyrządzamy dalszym, bliższym, a nawet najbliższym: dzieciom i rodzicom, żonom i mężom, rodzeństwu i teściom, zięciom, świekrom, szwagrom, swakom, świeściom, zełwom, jątrwiom i paszenogom, podwładnym i szefom, sąsiadom i współpasażerom...

Pamiętaj, nie żyw swego wewnętrznego Gonty! Nie baw się w małe Żeleźniaki!





21 komentarzy:

  1. Ech cholebcia, żeby tak Twoje poglądy dało się rozpropagować zwłaszcza na wschodzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, tam, poglądy. sam mam wszak Gontę w sobie

      Usuń
  2. Hm, no nie wiem. Byłbym ostrożny z taką nitką od mikrołajdactw życia codziennego do poważnych zbrodni, kończy się to absolutyzmem nie widzącym różnicy między kradzieżą jabłka a matkobójstwem. Zresztą wszystkie systemowe zbrodnie typu walki klas, Pol Pota itd. opierają się właśnie na takim absolutyzmie: wszyscy jesteście w jakimś stopniu skażeni, więc trzeba was wyczyścić do najdrobniejszego zarazka.

    Z innej beczki - przypomniała mi się opowieść babci Z., która przed wojną spędzała jako dziecko wakacje gdzieś za Kołomyją, mieszkała w wynajętym pokoju "u chłopa", tzn. u jakiegoś Hucuła, gdzie na ścianie wisiał makabryczny obrazek z podpisem "Jak Bohun Lachiw rezał". Ale cóż, jeśli narody ze sobą nieco wojowały, bohaterzy jednych muszą być antybohaterami drugich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może źle się wyraziłem. używając drugiej osoby w końcowej odezwie. chodzi o wsłuchiwanie się w odgłosy własnego Gonty (wewnętrznego).
      i radzenie sobie z nimi za wczasu. o zwalczanie osobistego okrucieństwa, w które każdy z natury jest wyposażony. itd.
      chodzi o ustawiczne oczyszczanie siebie samego.
      daleko od tego do polpotyzmu i despotyzmu. daleko mi też do strofowania innych w tej materii.

      no tak - wszystko zawiera się w tym, co naprawdę przedstawiał obrazek. U NAS nie do pomyślenia byłoby wyobrażanie kogoś kto np. rżnął bezbronnych jeńców. w każdym razie - nie przypominam sobie, choć sam fakt z pewnością nieraz zaistniał. U NAS bohaterstwo polega na czym innym (patrz Kościuszko (na nas z nieba)). U NAS na ogół przedstawiało się na obrazkach tych właśnie różnych rżniętych Lachów - ku pokrzepieniu serc chyba?
      CHOCIAŻ był we Wrocławiu plac Jakuba Szeli!

      Usuń
    2. Na Ukrainie nałożyły się dwie rzeczy: a) do ukształtowania świadomości narodowej potrzebni są jacyś bohaterzy - akurat historia Ukrainy tak się ułożyła, że do dyspozycji byli zwł. przywódcy okrutnych wojen chłopskich; b) ci akurat bohaterzy byli do kupienia przez komunistów, bo wpisywali się w ich narrację historyczną opartą na walce klas, więc dęto w nich przez cały ZSRR.

      Usuń
    3. no tak, ale też co innego Chmielnicki i jego państwowotwórcze dążenia, co innego nawet Bandera, a co innego hajdamacy. wstyd po prostu gloryfikować takie postaci jak Gonta.
      tu właściwie wchodzimy w jeszcze inne zagadnienie, które nawet było roztrząsane z miejscowymi znawcami tematu: czy przypadkiem nie mamy skłonności do myślenia o Ukraińcach jak o małych dzieciach, i czy oni sami nie zachowują się jak małe dzieci w pewnych dziedzinach... ;-)

      cóż, Tarasa Szewczenki nie wystarcza na wszystkie ulice...z Leninem też już pewnie jest problem :-)

      Usuń
    4. Jeśli zastanawianie się nad świadomością narodową Niemców, Polaków, Hiszpanów itd. nie oznacza, że się te narody traktuje protekcjonalnie, to dlaczego w przypadku Ukraińców miałoby tak być?

      Usuń
    5. no ale o Niemcach czy Hiszpanach, nawet jeśli ktoś myśli z wyższością (co naturalne w odniesieniu do innego narodu, gdy się jest przedstawicielem własnego), to nie jak o dzieciach.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, ze jak człek zadowolony i ma do stracenia, to sie do wojaczki nie rwie, chyba że mu palma odbija i mu za mało, ale to kompleksy, panie, kompleksy, przez pana przemawiają, panie Putin:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do wojaczki to nie, wszak to ryzyko. ale do podręczenia i potorturowania innych - każdy chętny, choćby i z zadowolenia i sytości.
      eee... chyba mnie z kimś mylisz, tak poza tym.

      Usuń
  4. Taka figura stylistyczna mi wyszla, od Era do Putina;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A jakby Ci sie to podobalo w wersji
    von Ihm, zum Putin?
    tak mi sie rymło z niemiecka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w wersji Thurn und Taxis.

      Usuń
    2. za Periode, to dziękuję.

      Usuń
  6. Czy to od nazwy tego miasta pochodzi słowo "humanitaryzm"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak! również mleko dla niemowląt "Humana".

      Usuń
    2. Oraz zapewne nazwa zespołu Kostka Yoriadisa, "Human".

      Usuń
    3. no i w ogóle: Humań Resources.

      Usuń
    4. Humus, Habemus,
      hic, haec, hoc
      huius, huius, huius
      huic, huic, huic
      hunc, hanc, hoc
      hoc, hac, hoc
      ha, ha, ha

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...