27 grudnia 2011

Dom przy Kozielskiej

W nawiązaniu do już prezentowanego zespołu budynków na Czystem, dziś wypada pokazać obiekt pokrewny, również znajdujący się na rubieżach dawnej Warszawy - dom przy ulicy Kozielskiej, na Podwiązkach. Wzniesiono go prawdopodobnie w latach 20. na terenie dawnego zespołu magazynów zbożowych carskiej armii. Nieopodal, na obszarze zajmowanym dziś przez Batalion Reprezentacyjny WP zachowały się resztki spichlerza (co ciekawe, projektu Olimpiusza Starynkiewicza, brata ówczesnego prezydenta Warszawy, Sokratesa). Więcej o zespole pod tym adresem.

Nie mam żadnych danych do podzielenia się odnośnie przeznaczenia (wojsko? koleje?) i autorstwa tego domu. Zestaw podobnych środków wyrazu użyty zarówno w tym przypadku, jak i w domach kolejarskich może wskazywać, że projektantem była ta sama osoba (Aleksander Raniecki ?)
Podobieństwo zresztą nie ogranicza się tylko do strony formalnej - zastosowanego "stylu rodzimego". Również stopień zapuszczenia i spontanicznych przeróbek pierwotnego stanu jest zdumiewająco zbliżony.


Oto domostwo od frontu, czyli od ulicy. Spóźniłem się - dachówki już zastąpione pospolitą blachodachówą. Faktem jest, że dach był wcześniej w kiepskim stanie, co można zobaczyć tu.
Widać również, że wymieniono większość starych okien, ostały się one tylko w jednym lokalu. To też można łatwo zrozumieć: mieszkańcy mają cieplej, ciszej, i łatwiej, jeśli chodzi o mycie okien. Traci tylko coś tak nieuchwytnego, jak wyraz architektoniczny. Dobrze, że przynajmniej wszystkie nowe okna są w miarę jednakowe. Ofiarą losu padło jednak nawet jedno z dwóch owalnych okienek!


Zbliżenie na jedną z loggii wejściowych. Oprawa jak brama renesansowej kamienicy lub barokowego pałacu, tyle że nieco uproszczona. Przy tym wszystkim samo wejście nieproporcjonalnie niskie, po to, by się zmieścić pod spocznikiem schodów. Szkoda, że architekt nie dał przynajmniej nadświetla lub okienka nad drzwiami, które doświetliło by te schody i dopełniło kompozycji.
U węgła - staropolska skarpa. I staropolskie pranie. I kotek.


Budynek od podwórka. Widać imponującą loggię balkonową, niestety skutecznie dziś pozabudowywaną. Zupełnie jak na Czystem.
Aczkolwiek - tu znów lekka skucha architekta. Loggie skierowane są na północ. Na dodatek symetrycznie umieszczone są w wewnętrznych narożach, a więc naprawdę małe szanse, żeby łapały jakiekolwiek słońce. Może użyto tu projektu typowego, tylko że w niewłaściwej orientacji? I co tu się dziwić mieszkańcom, że włączają tak mało użyteczną, cienistą przestrzeń do metrażu życiowego.


Druga loggia też została zabudowana, już nie wiem, który sposób jest bardziej designerski. Tutaj jednak widać za to smaczek, jakim jest boczne okrągłe okienko.


Ostatnie spojrzenie na owalne, obrotowe okienko z fasady i "barokowe" obramienie okna nad "bramą".

Myślę, że warto dokumentować te zacne przykłady stylu rodzimego, zanim zmurszeją do końca, albo - pokryją się warstwą spienionego polistyrenu i żywicy akrylowej.

16 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba - i relacja, i zdjęcia. Ciekawe miejsce, fakt.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja nie mogę zaprzeczyć, że podoba mi się taki komentarz. myślę nawet, że to godny wzór do naśladowania dla innych.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę im wybaczyć remontu dachu. Ta wstrętna malinowa blachodachówka zamiast dachówki ceramicznej... już by brązowa wyszła lepiej... hrrr.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miejscówka jest dość, hm, specyficzna. Ale ten dach zrobiony z ptasiego łajna, pomalowanego plakatówkami... oł Dżizas.

    OdpowiedzUsuń
  5. To typowa willa północnowolskiej generalicji dworkowej, zbudowana przez FKW dla WIHiP lub PZI w l. 20-ych ;-)
    Domek marzeń, zarządzany obecnie przez jakąś spółdzielnię wojskową.

    W przedsionkach ma strasznie milusią — żłobkowaną — terakotę. Warto sobie po niej podreptać, bo efekt jest z perskiego dywanu. Dość długo powiewała mu na fasadzie mosiężna tablica ku chwale marszłka J.P. (jak na wiekszości budynków Funduszu), ale ze względu na cenny surowiec już nie wisi. Poza tym, w piwnicach był szkopski areszt dla WH i zachowało się tam dużo inskrypcji i malunków (gł. świńskich, bo niemieckich).

    To tyle tytułem wprowadzenia. Więcej — około 5 tys. znaków — w kolejnym tomie komentarzy do tej ciekawej relacji i zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. a skąd ta głębia wiedzy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Niedaleko sie mieszka, sie wie.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie chcesz, to nie mów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro nie nalegasz: z pamięci, z kumpla, który jest alfąomegą militarki II RP, z oranoleptyki terenowej i konwersacji z lokatorami.
    Poza tym, każdy fajny budynek jest pretekstm dla pogłębiarki. A ten jest fajny wybitnie. Szczególnie od podwórka i jeśli ma puste 120-metrowe mieszkanie na ostatnim piętrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś było puste obecnie już zamieszkałe :)

      Usuń
    2. Kiedyś było puste obecnie już zamieszkałe :)

      Usuń
  10. ach, no widzisz, to ciekawe: uprawiasz "digging deeper" w porównaniu z tylko - oranylepyką.

    OdpowiedzUsuń
  11. Diper, ale niestety tylko w wycinku "deep dreams".

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej mieszkałam w tym budynku do 12 roku źycia a do tej pory mieszka nan moja rodzina:-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...