3 lipca 2017

Nowe stwory pana W.


Krótki wstęp natury ogólnej, potem nieco namacalnego konkretu.

Sztuka wyrażająca się dotentychczas w formie malarstwa tudzież rzeźby zdechła - został smród. Niejednokrotnie mieliśmy okazję głosić tę prawdę.
Awangarda sprzed lat stu i półtorasta, która miała tchnąć nowe życie w zatęchły co nieco świat sztuki, stała się jej grabarzem.
Prowokacja artystyczna znana powszechnie pod hasłem "kopnął - rzygnął" jest świeża za pierwszym razem. Za każdym następnym potęguje dawkę śmiertelnej nudy i obnaża własną pustkę myślową. Choćby nie wiem, jak artysta podpierał się bełkotliwymi uzasadnieniami swych działań - własnymi, lub pochodzącymi od kleszczy sztuki, czyli jej krytyków i historyków.

Na szczęście podaż wszelkich działań artystycznych i pokrewnych jest tak obfita, że można znaleźć enklawy, w których sztuka zachowała się i trwa.
Jedną z nich jest ilustracja. W niej to utrzymana są służebne wobec odbiorcy funkcje użyteczności, sensu a także piękna.
W końcu wszak, czy dawne malarstwo i rzeźba - od malunków jaskiniowców, dzieł Fidiasza, przez freski Giotta po portrety Goi oraz pejzaże Moneta - nie były w czystej postaci ilustracją?

Znana jest u nas tzw. polska szkoła plakatu - dziś chyba ledwo żywa, ze względu na wyparcie afiszy filmowych odhollywoodzką masówką. Nie mawia się jednak o polskiej szkole ilustracji - a może powinno... Dość wspomnieć nazwiska: niedawno zmarłego profesora Stannego, Boratyńskiego, Dudzińskiego, Łoskota, Butenki, Siemaszkowej, Rychlickiego, Majchrzaka, Gaudasińskiej, Flisaka, czy - z młodszego pokolenia - Bruchnalskiego, Wasiuczyńskiej, Kołaczka, etc. - i to zawężając zjawisko do dziedziny ilustracji dziecięcej.
W tej plejadzie nie sposób pominąć Józefa Wilkonia.

Już opiewałem na łamach niniejszego kącika wynurzeń i fascynacji twórczość tego artysty, przy czym przeważnie chodzi o szczególnego rodzaju ilustrację: trójwymiarową, czyli w formie rzeźb, mówiąc po prostu. Jednym z przykładów jest warszawska karuzela na Bielanach, drugim "Arka" składowana w parku radziejowickim. Niestety, obydwa te obiekty ulegają stopniowej erozji - pierwsze za sprawą intensywnej eksploatacji, drugie na skutek działania czynników atmosferycznych oraz prawdopodobnie czysto ludzkich. Ostatnio bowiem ubyło aż sześć zwierząt od frontu, we wnętrzu zaś nie zachowało się ani jedno!

Ubytki wynagrodziło pojawienie się nowych dzieł mistrza. Są to: byk, hipopotam, słoń i lwica z małym.
Owszem, jest to działalność na poły ludyczna i dladziecięca. Ale to nie wada. Twórca jest tu przy tym prawdziwym demiurgiem, z pni drzew, kawałków drewna, nitów i gwoździ wyczarowując bestie "jak żywe", a jednocześnie naznaczone niezacieralnym piętnem swojej osobowości artystycznej. Tworzy coś z niczego, a jego twory są sztuczne w każdym znaczeniu tego słowa.







Końcowa refleksja natury ogólnej:
brak

Jedźcie do Radziejowic!





6 komentarzy:

  1. Wilkonia uwielbiam bezgranicznie! To sztuka cudowna i naturalna. Tak więc od wiosny wczesnej dość często leżę w Radziejkach. A to pod Arką, a ostatnio koło "nowego" słonia. Udaję słonicę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a zadem - podzielam upodobania!

      Usuń
  2. I Szancer. I Uniechowski. I Lipiński (Eryk). I nawet Lutczyn.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sztuka nie umarła - sztuką jest dotrzeć do Radziejowic nie posiadając samochodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś w tym jest. jeszcze posiadając rower dotrzeć tam to nie problem, ale bez - już zaczyna być...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...