Dwie kwestie.
Kwestia pierwsza: Już prawdopodobnie łkałem na tych cyberprzestrzennych łamach, że skąpo na Mazowszu zabytków renesansu. Aż musieli awansem dopisać do nich nieoczywisty dwór w Chrzęsnem, na przykład. Generalnie dzielnica mazowiecka leżała na peryferiach ówczesnej sztuki światowej. Jest co prawda grupka swoistych zabytków sakralnych o „pończochowych” sklepieniach autorstwa Jana B. z Wenecji. Jest także pokaźna garść nagrobków z epoki, w tym niektóre greatest hits gatunku.
Do chlubnych wyjątków zalicza się też obiekt aktualnie przeze mnie opiewany: kościół w Boguszycach.
Z zewnątrz niepozorny, ot, stereometryczna niemal bryła z pozoru z desek, bez żadnych wyrafinowanych detali, ni zdobień. Gotyckiego smaku nadaje jeno wielobocznie zamknięte prezbiterium i wysoki dach. Niewiele okien. Cały cymes, jak w bombonierce, czai się wewnątrz.
Dla malowideł renesansowych z autentycznego XVI wieku odbyłem kilka tygodni temu pielgrzymkę rowerową przez smagane jesiennymi wiatrami południowe Mazowsze (trasa Skierniewice - Rawa - Biała - Mszczonów, 104 km). I tu występuje
kwestia druga: Niejeden przedstawiciel szeroko rozumianego towarzystwa turystyczno-krajoznawczego spotkał się ze zjawiskiem drzwi zamkniętych w kościele. Niekorzystną tę praktykę można łatwo zrozumieć, zwłaszcza jeśli chodzi o obiekty historyczne, obfitujące w zabytkowe wyposażenie ruchome i - co za tym idzie - wynoszalne. A także w przypadku budowli z drewna, lub drewnem umeblowanych, gdzie niefrasobliwy turysta może zaprószyć ogień np. popiołem z cygara.
Wizyta w zabytkowym kościele to zaś niemal zawsze gwarancja przygody intelektualnej, uczty estetycznej lub przynajmniej ubawu z antycznych wizerunków śniętych świętych, nieżyjących nieboszczyków i pup pulchnych puttów w pociesznych pozach.
Oczywiście - ku zaspokojeniu potrzeby wyżej opisanych przeżyć - można starać się wstrzelić między niedzielne msze. Ale nie zawsze się to udaje. Łatwo trafić na okres sjesty, albo w samą ceremonię, gdy zwiedzać nie wypada.
Nauczyło mnie życie, jeżeli drzwi kościoła nie ustępują, pchać inne - na przykład od zakrystii. Czasem daje to oczekiwane rezultaty. Jeśli nie, należy udać się prosto na plebanię. Bywa, że daje to rezultaty nadspodziewanie nieoczekiwane. Niekiedy jednak i to na nic. Ot, księdza nie ma, nie było i nie będzie,
głucha cisza wszędzie (Kobylniki). Albo ksiądz mieszka w innej miejscowości (Chroberz). Albo od plebanii kierują ku kościelnemu, który ukrywa się w domowych pieleszach, wystawiając dzieci na wartę (Brześć Kuj). No - nie zawsze się udaje.
W Boguszycach szczęśliwie nastąpiła realizacja biblijnej wskazówki „pukajcie, a otworzą wam”. Podjechawszy ku kościołowi tkwiącemu na wzniesieniu nad Rawką, przekonałem się, że jest zamknięty. Ba, zamknięte były nawet furtki i bramy w ogrodzeniu. Poszedłem więc na plebanię. Tam też zamknięte i nikogo. Był jednak na drzwiach wywieszony telefon „w nagłych sprawach”. Posługując się komorą - zadzwoniłem. Bez rezultatu. Z żalem ruszyłem więc w dalszą drogę, ku Rawie, odkładając wizytę na bardziej sprzyjającą przyszłość. Byłem już ze dwa kilo za wsią, gdy odtelefonował - jak się okazało -
proboszcz, dopytując się w jakiej sprawie dzwoniono. Wyjaśniłem, że jestem turystą i chciałem dowiedzieć się o możliwość obejrzenia wnętrza. Odpowiedział, że nie ma z tym problemu, tylko że dopiero wraca do wsi. Gdy i ja tam, zawróciwszy w miejscu,
wróciłem, odkluczył drzwi, wpuścił mnie, opowiedział o widocznych dziełach sztuki, i cierpliwie poczekał aż się napatrzę i nafotografuję do woli.
Kwestia trzecia: Co, miały być tylko dwie? Trudno - jest i trzecia. Osobną kwestią jest bowiem to, jak fantastyczne jest wnętrze boguszyckiego kościoła.
Ludzkie słowo tego nie opisze, zdjęcie - amatorskie a chrome - pewnie też. Dlatego samolimituję się tu do zwyczajowych (zwyczaj dobry, ale rzadko przestrzegany) pięciu zdjęć. Do uświadczenia reszty wymalowanych detali (proszę odnaleźć duet: świnia grającą na bębnie i osioł na lutni) gorąco Czytelnika zachęcam w rzeczywistości realnej i namacalnej - choć malowideł lepiej nie dotykać paluchami.
Imponujące znalezisko. I cała przygoda:)
OdpowiedzUsuńznalezisko... stało tam, zanim powstałem :-)
UsuńA to ładna opowieść i wycieczka.
OdpowiedzUsuńJa przypusty kościelnej gościnności przeżyłem ostatnio w drewnianym kościele w Iwoniczu, ze strony pani sprzątającej, i w Starej Wsi koło Wilamowic, ze strony ministranta - oboje przypadkiem zdybani w obejściu otworzyli kościół, cierpliwie czekali, włączali światło, pozwalali wszędzie wchodzić, a ministrant dodatkowo biegał na plebanię po folderki dla turystów. Natomiast klamkę pocałowałem w Brze. Kuj. i w Skotnikach pod Piotrkowem - to ostatnie nawet bardzo dziwne, bo dookoła trwał odpust. Co potwierdza zasadę, że brak zasad.
tak, nie ma zasad.
Usuńwszędzie, jak zwykle, decyduje tzw. czynnik ludzki.
No pięknie mu ten Renes Ans malował! A co do rzwi zakościelnych, zamykanych bez zasad - nie mam niestety Twojej cierpliwości, a do tego mój wewnętrzny szatan widocznie jest zbyt aktywny, żeby obchodzić zakrystię i dzwonić do proboszcza ;-)
OdpowiedzUsuńchyba zbyt mało.
Usuńszatan zbyt bardzo, bo odstrasza inszych, tudzież mnie od wydzwaniania po proboszczach ;)
Usuńale jeśli, jak to mówią, ciekawość to pierwszy stopień do piekła...
UsuńTo ja już jestem sporo dalej niż na pierwszym stopniu ;)
Usuńwiem: na Bemowie...
UsuńTym z Warszawy to już naprawdę się w d... w głowach poprzewracało. Jeżdżo rowerami ode wsi dode wsi i robio zdjeńcia kościołą i jakimś ruiną. Do ućciwej roboty by się wzięli.
OdpowiedzUsuńnie jechałem z Warszawy, niemniej dziękuję za próbkę poczucia humoru.
UsuńTo nie ważne, skąd jechałeś. Nie jesteś z powiatu rawskiego, względnie któregoś z sąsiednich, to jesteś "z Warszawy".
UsuńI nie było to poczucie humoru, tylko smutna prawda.
jestem z grodziskiego, a on faktycznie nie jest sąsiedni.
UsuńCudo! Ląduje na mojej prywatnej mapie miejsc do odwiedzenia koniecznie.
OdpowiedzUsuńdopisz też Chomiczówkę.
UsuńTam już niestety byłem.
UsuńU mnie na osiedlu przedwczoraj pukali o 2 w nocy do kiosku. Kioskarz nie otwierał, więc pukali dalej, aż drzwi ustapiły. Ale to chyba nie byli turyści.
OdpowiedzUsuńWzburzony lud samorzutnie zredystrybuował środki.
Usuńczytelnicy spragnieni najnowszych doniesień?
UsuńFaktycznie. Kościół od środka wygląda tak, jakby przenosił w czasie o kilkaset lat wstecz. Tutaj dopiero można zetknąć się z historią, ale i wiarą ukazywaną w minionej epoce. Malowidła są zachwycające...
OdpowiedzUsuń