24 lutego 2015

Фунікулер

Ponieważ szalenie modne jest ostatnio w blogostrefie pokazywanie miejskich kolejek linowo-terenowych, nie mogę pozostać w tyle. Prezentuję zatem kijowski „Фунікулер”. Ponadstuletni. Na chodzie.







Nie jechałem. Gdy się tak zastanowić, wychodzi jednoznacznie, że podróżowałem takim środkiem lokomocji tylko na Gubałówkę, i to bardzo dawno temu. Chyba jeszcze w XIX wieku. Ale jest to jedno z moich najwcześniejszych wspomnień. „Krzywy” wagonik i towarzyszący wkraczaniu weń niepokój intelektualny...





22 komentarze:

  1. Dziś można wyskoczyć rano do Budapesztu, przejechać się taką kolejką i wrócić tego samego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziś to chyba już nie zdążę.

      Usuń
  2. Lubić, i jeździć jak jest okazja.

    PS. "O, jak w kościele", tak mi się skojarzyło na dzień dobry :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takim funikulerem żem jeszcze nie jechał. Znaczy, takim dizajnerskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasze kolejki liniaste też były opakowane w dizajnerskie futerały, tylko się im z lekka wytarły. o:
      tak było

      tak jest

      Usuń
  4. Chyba nie w mojej blogosferze, albo przegapiłam. Ale i tak bardzo dziękuję, pewnie nie dotrę tam nigdy, a przynajmniej pooglądam sobie. Na pocztówkach rzadko pojawiają się takie rzeczy, a to błąd!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "szalenie modne" to raptem dwa wpisy, ale wpisałem się swoim wpisem w ów mikrotrend ;-)

      pocztówki... to w ogóle jeszcze jakieś są? pewnie tak, ale mają z programów graficznych obowiązkowo nakładane ramki, napisy i w ogóle mistrzostwo fotoszopa. :-)

      Usuń
    2. Mógłbyś zalinkować te z tych dwóch wpisów, których nie znam?

      Usuń
  5. Fun miałeś, widzę, ale gdzie ten kuler (cooler?)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cooling zapewniły wkrótce masy chłodnego powietrza ze Wschodu.

      Usuń
  6. W Neapolu są cztery. Ale w ogóle we Włoszech musi ich być kupa, przypadkiem trafiliśmy na jeszcze jeden. W Orvieto system jest następujący: po wyjściu ze stacji kolejowej przechodzi się tylko przez wąską ulicę do funikularu, który kursuje co kwadrans. Bezpośrednio przy górnej stacji funikularu, parę metrów od drzwi jest przystanek autobusu, który jeździ do Piazza del Duomo, blisko, ale jeszcze pod gorę. Autobusik rusza co kwadrans, kursy są skomunikowane z funikularem. W drodze na dół wygląda to tak: o 11.55, 12.10, 12.25, 12.40, 12.55 itd. odjeżdżasz autobusikiem, o 11.58 itd. wysiadasz przy funikularze, przechodzisz paręnaście metrów, do czytnika w bramce wkładasz oczywiście ten sam bilet co w autobusie, łącznie za 1,30 euro, o 11.59 jesteś już na pokładzie, o 12.00 funikular rusza, o 12.05 jesteś na dworcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, pięknie, pięknie. tak, tak - zazdrościmy Ci tych Orwietów.

      Usuń
  7. To jak kaplica, nie stacja...
    O, i widzę, ze nie tylko ja miałam skojarzenie;)
    A swoją drogą, Gubałówka to też moje pierwsze skojarzenie/wspomnienie, potem to juz chyba tylko te napowietrzne, ja wiem..?Są u nas inne naziemne?
    Zdjęcia mi się podobają.

    Nawiasem albo peesem - byłam przekonana, ze komentarz stosowny daawno zamiesciłam, a tu popatrz, nie;(
    skleroza/alzheimer/blogger?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikroopko, tydzień czekałem na ten komentarz. teraz już mogę spokojnie blogować dalej.

      inna naziemna jest w Krynicy, jeszcze inna na górze Żar koło Żywca.

      Usuń
    2. No, popatrz, to zupełnie jak ja - bez Twojego komentarza nie da rady:(
      To idę teraz skomentować następny Twój post, a potem zajmę się spokojnie swoim:)

      Dzięki za info/przypomnienie.

      Usuń
  8. Jest piękna! W Kijowie byłam tylko raz.Szkoda, bo dawno temu.
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepszy raz i dawno, niż nigdy, jak ja w Argentynie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...