4 stycznia 2013

Pożegnanie z tramwajami

Zarzekałem się, że nie robię wpisów okolicznościowych, ale szare życie...
Nie dość, że są okolicznościowe, to jeszcze elegijne: pożegnanie z Montserrat Figueras, Davem Brubeckiem, domkami fińskimi... A teraz z tramwajami. Uf, jak to brzmi! Chodzi atoli oczywiście o warszawskie tramwaje - już teraz - retro, czyli sławetne N13.
Dla mnie szkoda, bo to wszak immanentna część pejzażu zewnętrznego (czyli Warszawy) jak i wewnętrznego (krótko mówiąc: zawsze były w mym życiu obecne i co się nimi człowiek najeździł!
Chyba zrozumie mnie każdy, kto jeżdżąc do szkół, polował na miejsce motorniczego w drugim wagonie - tam bowiem młody pasażer zwolniony był z obowiązku ustępowania staruszkom...).

Poza tym, ich  (retro) wygląd jakże miłym się dla oka jawił! Wszak znać w nim jeszcze przedwojenny sznyt (wówczas nowoczesności), spadek po kuzynach - między innymi czeskiej Tatrze z serii T, pokazywanej tu "czwórce" gandawskiej, które zresztą kolegialnie dziedziczą po wspólnych przodkach - amerykańskich wozach PCC.

Słuchy o ich wycofaniu chodziły od dawna. Już w roku 2000 powiedziałem do H.
- Trzeba obfotografować te tramwaje, póki jeszcze jeżdżą.
- A, to nie głupie - odparł.

I co? I nic. Jak zwykle odłożenie sprawy pro futuro zaowocowało brakiem realizacji. Chociaż nawet przez chwilę czailiśmy się z Em. na moście Gdaniskim w przedostatni dzień ostatniego roku. Bez rezultatu, niestety.
W sumie więc, po archiwach mam rozsiane różne dość przypadkowe foty, jak na przykład:


Niestety, drzwi z fajowymi okienkami są po drugiej stronie... Albo ze środka (te lampy!):


Tudzież artystyczne impresje z jedynego (?) miejsca w Warszawie, gdzie uświadczyć można turnikiety:



Co to są turnikiety, dowiedziałem się oczywiście czytając po raz pierwszy "Mistrza i Małgorzatę"...
Przyjemnie było mi potem odkryć te warszawskie unikaty.
Okazuje się jednak, że i jeden z turnikietów diabli (złomiarze?) wzięli! Ten bezkolcowy:


Kolejne pożegnanie?...





16 komentarzy:

  1. Ha, a te lampki jak koszmarnie żółto świeciły wieczorami ;)
    Miejsce motorniczego w drugim wagonie oczywiście obowiązkowo, ewentualnie stanie 'like a boss' na końcówce wagonu, trzymając się poręczy po obu stronach. Było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koszmarnie? a może nastrojowo. :-)

      Usuń
  2. Polecam szanownej publiczności sprawdzić mejla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziła i dzięki temu zdążyła rzutem na taśmę (na Marszałkowską). Relacja wkrótce :)

      Usuń
    2. tak, dzięki. udało się przez chwilę rzucić okiem i obiektywem.

      Usuń
  3. Jak najbardziej miejsce motorniczego w drugim wagonie rulez. Też mi szkoda. Szczególnie, że dość charakterystyczny odgłos, niepodrabialny wręcz, tramwaju sunącego po szynach, bardzo mi się podobał.

    Ten kołowrotek niedaleko Gdańszczaka też bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to w ogóle bardzo lubię odgłosy pojazdów szynowych, również nocą za oknem. nie przeszkadza mi spanie w takim sąsiedztwie, wręcz przeciwnie.

      Usuń
    2. Zdecydowanie wolę za oknem hałas od pojazdów szynowych, niż nawet dużo cichsze dźwięki od drogowych.

      Usuń
    3. no, coś w sobie mają te dźwięki. pomieszkiwałem 1. przy skrzyżowaniu ruchliwych linii, 2. z widokiem na pętlę, więc wiem co mówię.
      także nieodległy pociąg to coś pięknego - niedawno pomieszkiwałem 3. przy linii kolejowej, i to też było miłe.
      :-D

      Usuń
  4. Nie jechałem tramwajem ... ze dwadzieścia lat :D
    No, może mniej, ale to był jakiś pojedynczy przypadek.
    W każdym razie sam, bez wsparcia osób bardziej obeznanych z systemem płatności za przejazdy i trasami to bym nie wsiadł.

    A to miejsce z tymi kołowrotkami to poznaję :)
    Niedaleko fajna syrenka na szkole wisi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proste: kupujesz bilet, kasujesz, jedziesz dokąd chcesz.

      Usuń
  5. Ha- co prawda nie w Warszawie, a u mnie wew mieście, kolega był przez miesiąc motorniczym. Młoda ci ja wtedy byłam, a on przystojny:) Podrywał laski na przejażdżki tramwajem. Sam na sam - do zajezdni. Dał mi raz (haha) poprowadzić kawałek - nie wykoleiłam wagonów, ale on stracił pracę. No, nie przeze mnie wprost, rzecz jasna,czar prysł. Ale mam teraz co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, fajne wspomnienie.
      mnie raz motorniczy zabrał na stopa, gdym wracał późną nocą do domu - to było przed czasami, gdy tramwaj do zajezdni zatrzymuje się na przystankach na swej trasie.
      i też jechałem w "szoferce" (niestety nie prowadziłem), chociaż nie jestem piękną kobietą ;-)

      Usuń
  6. Faktycznie! Zapomniałam o tym miejscu motorniczego!;-) Super przypomnienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w zasadzie były dwa - główne i takie ciaśniejsze po prawej stronie przy drzwiach ;-)

      Usuń
  7. Taaaaaaaaaaaaak, w miejscu motorniczego w drugim wagonie najfajniej się jeździło:) Ostatni raz tak jechałem chyba z 10 lat temu...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...