Zadziwił się pan Hrabia na widok tak nowy.
Gdy powiedziało się „a” jak Mirów, należy powiedzieć też „b” jak Bobolice.
W nieodległym miejscu tym tkwi kolejny element „Szlaku Orlich Gniazd”, część wielkich inwestycji Kazimierza (takiegoż).
Zespalają się te dwie warownie w jaźni i w przestrzeni.
Do zarania XXI wieku stanowiły także zgrany duet w ruinie.
Dziś okoliczności przedstawiają się zgoła odmiennie.
Dziarska rodzina zasobna w zasoby finansowe zdobyła się na radosny trud odbudowy posiadłości - już prywatnej.
Z trwałej (?) ruiny w trwałą (?) nieruinę.
Strukturę, bryłę i figurę odtworzono quasi una fantasia, gdyż żadnych źródeł ikonograficznych, pisanych i niepisanych, wcześniejszej nieruiny brak. Stoi to w sprzeczności z zasadami konserwacji zabytków wypracowanymi przez konserwatorów zabytków. Ba, sam fakt owego odtworzenia również tak stoi.
Nawet rekonstrukcja warszawskiej Starówki była w oczach konserwatorów dwuznaczna moralnie. Dlatego po długim namyśle, zaproponowano dodanie do Karty Weneckiej (sumy przemyśleń wspomnianego grona) hasła-pojęcia odbudowy, polegającej na natychmiastowym przywróceniu zabytku zniszczonego na przykład w wyniku działań wojennych do formy utrwalonej w świadomości żyjącego pokolenia. Starówka warszawska zatem, a nawet Zamek Królewski (odtworzony jako tako 30 lat po unicestwieniu) podpadają pod ten paragraf.
Bobolice ani trochu.
Gdyby więc ktoś chciałby być ponadzłośliwy, mógłby powiedzieć: „wojewódzki konserwator płakał, jak brał”. Ale nikt tu wszak złośliwy nie jest.
Jakie są zaś moje przemyślenia i odczucia w temacie?
Otóż najwyraźniej nasiąkłem jakoś przez osmozę propagandą konserwatorską, bo na wieść o odbudowie (nadbudowie? zabudowie? przebudowie?) ruin bobolickich zrobiło mi się czegoś żal. Może żal ruiny znanej od lat ze zdjęć jako części duetu z Mirowem? Może skłonny byłem dopatrywać się większej wartości kulturowej w szczerych zwaliskach, niż w wydumanej formie odtworzenia?
Skrupuły te legły w gruzach, gdy ujrzałem efekt działań na własne oczy.
Mówiąc krótko: jestem za. Po pierwsze, inwestycja zrobiona jest z niejaką klasą i bez fuszerki. Po drugie, jak to mówią, jest przekonywająca. Albo: przemawia do mnie. Lub: „kupuję ją”. Po trzecie: strasznie mało w naszym kraju warowni średniowiecznych w przyzwoitym stanie. A już zwłaszcza takich wyżynnych „orlich gniazd”. W zasadzie zero. Jesli już, to są albo przebudowane w następnych epokach, albo w ostatnim stopięćdziesięcioleciu... rekonstruowane - w ten czy inny sposób.
Dlatego uważam, że należy nam się nowiutki, współczesny zamek czternastowieczny.
Panowie na Bobolicach ponoć przymierzają się i do odbudowy (nadbudowy? zabudowy? przebudowy?) Mirowa.
Moim zdaniem mogliby sobie odpuścić. W ten sposób mielibyśmy obok siebie autentyk w ruinie i fantazję w świetnym stanie. Ambicjom a tęsknotom zadość, i nauce.
Zwłaszcza dla młodzieży!

















