26 maja 2017

Passemezzo

Drogi pamiętniczku!

Rodzina życzliwie kiwa głową, znajomi bąkają coś uprzejmie, acz zdawkowo, a byty zasklepione w komputerze czasem wielkodusznie pokażą kciuczek w górę...
Nikt się jednak nie obchodzi tym więcej niż nakazuje etyka i dobre wychowanie.
Ale wiem, że gdzieś jest człowiek, co rozumie. I podziela. I pasjonuje.
Może się kiedyś odnajdzie?

Dlatego publikuję kolejny brylancik - największy z garści, którą zawiera płyta z muzyką Johanna Vierdancka Capricci, Canzoni & Sonatas w wykonaniu zespołu Parnassi Musici, zasadniczo także niemieckiego, z udziałem mieszanym (wyd. CPO, 2005).


Kim był Vierdanck? Komponistą z przyszłego byłego NRD, osiadłym i zakończonym w końcu w Stralsundzie (po słowiańsku: Strzałowie). Wcześniej za życia zetknął się i zazębił w Dreźnie z włoskim mistrzem skrzypczenia, Carlo Fariną, autorem m. in. długiego utworu o znamiennej nazwie Capriccio stravagante. Od Włocha pobrał Johann Vierdanck (po słowiańsku: Jan Czworodzięk) naukę i inspirację. Działo się to w połowie XVII wieku, wyłącznie pierwszej.

Czym było passemezzo (pass'è mezzo, passamezzo, passo e mezzo, "krok-i-pół"...)?
Archaicznym tańcem, średniowolnym, wpółdoszybkim. Wraz z innymi, podobnymi przypadkami, wyzwolił się on poniekąd ze służebnej roli tanecznej i zaczął żyć własnym, instrumentalnym życiem.

Czym jest to Passemezzo?
Nagromadzeniem, pod pozorem wariacji na temat, kolejnych zagęszczeń emocjonalnych. Przy tym wcale wirtuozowsko pobrzmiewających, zwłaszcza w nabrzmiałej od napięć piątej minucie swojego trwania. Nie powstydziłby się ich ksiądz Vivaldi, a nawet diabelski Tartini. Aczkolwiek gros dwuskrzypcowo dwugłosowego utworu oparte jest na dość prostym - a skutecznym - koncepcie "zewu i odzewu", czyli efekcie echa. Oraz na śmiganiu w tę i z powrotem na skali nutowej: schodami w górę, schodami w dół.

Czym jest życie? O tym wkrótce w Sadzie rzeczy.





5 komentarzy:

  1. Pokazuję kciuczek w górę, drogi Erze Zwarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "how about I give you the finger", tak? :-)

      Usuń
  2. Stąpałem po jego śladach w Stralsundzie i w Dreźnie, nawet o nim nie wiedząc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żyjąc w Warszawie, stąpamy po Szopenie, i nawet o tym nie myślimy...
      ;-)

      Usuń
    2. Tak, ale o istnieniu Szopina (Chopena?) miałem jako takie pojęcie od lat dziecinnych. Swoich, nie jego.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...