Dlatego myślą przynajmniej wracamy do cieplejszych krajów. Mianowicie na przepadnięty Krym. Tam zaś kierujemy kroki znów do pałacu chanów, ogrzać się trochę w cieple b. jasyru, tzn. b. haremu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krym. Pokaż wszystkie posty
13 listopada 2016
Znów w Bakczysaraju
Zimno. Wirują jakieś płatki, choć dopiero połowa listopada, i to pierwsza. Ogólnie do bani. I tak przez bez mała pół roku.
Dlatego myślą przynajmniej wracamy do cieplejszych krajów. Mianowicie na przepadnięty Krym. Tam zaś kierujemy kroki znów do pałacu chanów, ogrzać się trochę w cieple b. jasyru, tzn. b. haremu.
Dlatego myślą przynajmniej wracamy do cieplejszych krajów. Mianowicie na przepadnięty Krym. Tam zaś kierujemy kroki znów do pałacu chanów, ogrzać się trochę w cieple b. jasyru, tzn. b. haremu.
Etykiety:
Krym
24 lipca 2015
Kanion Kaczyński
Zastanawiam się od pewnego czasu, czy zwykły obywatel RP może dostać się dziś na Krym. A także, czy funkcjonuje wjazd od strony lądu, czyli Ukrainy. Niby można by się tego dowiedzieć. Tylko do jakiej ambasady dzwonić? Ba.Chciałoby się bowiem jeszcze kiedyś trafić do tej niezwykłej krainy. Piękny kraj, mili ludzie, cudowna przyroda, szacowne zabytki... Tymczasem jednak pozostaje spozieranie na obrazki sprzed dwóch bez mała lat.
Na przykład: kanion rzeczki Kaczy w okolicach Bakczysaraju.
A propos - zamieszczane tu już zdjęcie z drogi między wsiami Piereduszczelne a Maszyne, wiodącej do skalnego monastyru Kaczy Kalon, uzyskało honorowe wyróżnienie w periodyku „Twoje podrurze”.Uzazadnienie: klarowna kompozycja, wyjątkowe zestawienie dynamicznych rytmów w obrębie kadru.

7 marca 2014
Handel przydrożny
Przykra sprawa z tą sytuacją międzynarodową. Wyluzowany cykl o krymskich wakacjach nabrał jakiegoś niewłaściwego posmaku. Pociechą jest, że pokazywał normalność - w opozycji do nienormalnej bieżącej rzeczywistości. Oraz to, że udało się z a w c z a s u wykonać tę odkładaną latami podróż do Sewastopola i okolic.
Wspomniałem, że Południe różni się od Północy i Zachodu asortymentem przydrożnego handlu. Dominujący na Krymie miód może nie jest jeszcze taki znowu inny, poza tym, że w ofercie dominuje. Podtykany był w formie przenośnej nawet na dziedzińcu pałacu chanów... Niejakie wrażenie robią jednak mobilne pasieki.
Już poza Krymem handel przydrożny odbywa się na większą skalę. Bazary z budek ciągną się w pewnych miejscach wzdłuż drogi chyba wręcz kilometrami. Może nie tyle towar, co sama jego malowniczość każe się choć raz w takim miejscu zatrzymać.
Podaż nie jest zróżnicowana, co zresztą widać: poza miodem mają owoce, głównie arbuzy i melony, cebulę (ta czerwona to „jałtańska”), no i ryby... Suszone ryby, rzecz powszechna w d. ZSRR. Tylko nie wiadomo, jak coś takiego jeść. Jedna rybka towarzyszyła nam przez następne dni, by w końcu wlecieć do Smotrycza... Ale za to melony!...
fot. Em
W ten sposób opuściliśmy gościnną krainę a turystyczny raj, jakim jest Krym i zakończyliśmy drugi etap zeszłoletniej podróży. Zaczynając jednocześnie trzeci...
cdn.
Wspomniałem, że Południe różni się od Północy i Zachodu asortymentem przydrożnego handlu. Dominujący na Krymie miód może nie jest jeszcze taki znowu inny, poza tym, że w ofercie dominuje. Podtykany był w formie przenośnej nawet na dziedzińcu pałacu chanów... Niejakie wrażenie robią jednak mobilne pasieki.
Już poza Krymem handel przydrożny odbywa się na większą skalę. Bazary z budek ciągną się w pewnych miejscach wzdłuż drogi chyba wręcz kilometrami. Może nie tyle towar, co sama jego malowniczość każe się choć raz w takim miejscu zatrzymać.
Podaż nie jest zróżnicowana, co zresztą widać: poza miodem mają owoce, głównie arbuzy i melony, cebulę (ta czerwona to „jałtańska”), no i ryby... Suszone ryby, rzecz powszechna w d. ZSRR. Tylko nie wiadomo, jak coś takiego jeść. Jedna rybka towarzyszyła nam przez następne dni, by w końcu wlecieć do Smotrycza... Ale za to melony!...
fot. Em
W ten sposób opuściliśmy gościnną krainę a turystyczny raj, jakim jest Krym i zakończyliśmy drugi etap zeszłoletniej podróży. Zaczynając jednocześnie trzeci...
cdn.
3 marca 2014
Pożegnanie z Krymem
Wobec zbliżającego się odjazdu, my, zagorzali miłośnicy mórz, zintensyfikowaliśmy nasze obcowanie z fantastycznym brzegiem fiolenckim. Z daczki dwa kilometry szosą nadmorską - wybraliśmy się tam i w wieczór poprzedzający wyjazd, i o piątej rano w jego dzień. A więc nadmorski zachód i wschód słońca oraz oczywiście morskie pławactwo. Aura łaskawa, wody rozkoszne i przejrzyste, dno kamieniste.
Wieczorem:
O brzasku:
Gdy wypłynąć trochę od brzegu i obrócić się w stronę lądu - ma się nad sobą wypiętrzającą się na kilkadziesiąt metrów skalną ścianę. Jak ze snu.
Ludzik na dole - i ludzik na górze. Ustawili się jak specjalnie dla złapania skali skały.
Wieczorem:
O brzasku:
Gdy wypłynąć trochę od brzegu i obrócić się w stronę lądu - ma się nad sobą wypiętrzającą się na kilkadziesiąt metrów skalną ścianę. Jak ze snu.
Ludzik na dole - i ludzik na górze. Ustawili się jak specjalnie dla złapania skali skały.
28 lutego 2014
Kaczy Kalon
SŁOWEM WSTĘPU
Moja propaganda turystyczno-krajoznawcza staje się coraz
bardziej obok sensu. Atmosfera na Krymie gęstnieje. Sytuacja jednak jest
skomplikowana – bez wdawania się już w oczywiste szczegóły (dobrze, że Chruszczow nie przekazał także Polsce Obwodu Królewieckiego wraz z jego HR). Oby skończyło się
na demonstracjach (siły)…
Założyłem jednak, że cały luty – tak, jak w zeszłym roku niedzielnej
wyprawie na północne Mazowsze – przeznaczę nablożnie na wątek „Krymskie wakacje”.
I tego się konsekwentnie trzymam, jak pijak latarni. Mam nadzieję, że będzie
można jeszcze tam zawitać, by zobaczyć te fantastyczne miejsca i motywy.
W sześć dni, nawet jeśli są ekstremalnie intensywne, można
uświadczyć bowiem jeno niewielki wycinek oferty przyrodniczo-kulturowej Krymu.
Tym bardziej, że i chęć przecież bierze, by cały czas siedzieć w przejrzystej i
ciepłej morskiej wodzie…
Niezgłębioną, a zaledwie muśniętą sferą jest więc zjawisko „skalne
miasta Krymu”. Skalne lub „pieczerne”, miasta lub klasztory. Zalicza się do nich
miejsca takie, jak
TEPE KERMEN
KYZ KERMEN
MANGUP KALE
CZUFUT KALE
ESKI KERMEN
KACZY KALON
CZELTER KOBA
INKERMAN (zwany też z bardziej swojska K a l a m i t ą…)
Samo egzotyczne
brzmienie tych nazw to pieści, to dźga ostrogą moją wyobraźnię i wzbudza dreszcz tęsknoty za eksploracją
tajemniczych miejsc… „Kale” znaczy w języku miejscowym „miasto”, a „kermen”
lub „-kerman” - „twierdza”. Na przykład
Inkerman to tyle, co „Twierdza pieczar”. Oraz wielce smakowite wino miejscowe.
W większości zespoły te znajdują się na skalnych stołowinach i w ich ścianach.
W pakiecie z Bakczysarajem – jako że znajduje się
nieopodal – serwowane jest Czufut Kale. Wspomniane przez Mickiewicza w sonecie
(krymskim), jego nazwa znaczy „Żydowskie miasto”. A więc przedwojenna
Warszawa i każde z ówczesnych małych miasteczek to „czufut kale”. Ale dlaczego żydowskie na
Krymie? Ano, w tym wypadku chodzi o Karaimów, lud wyznający religię mojżeszową, zamieszkujący to miejsce jeszcze w XX wieku. Jego pochodzenie nie jest do końca oczywiste:
przez lata uważani byli za plemię turecko-turkmeńskie, teraz przyjmuje
się, że są jednym z od-szczepów Narodu Wybranego. A może pochodzą od
tajemniczych Chazarów (patrz: „Słownik Chazarski”), znikniętych z historii bez
śladu, choć ich potężne państwo w jakimś IX wieku naszej ery władało także Krymem?
Do Czufut Kale zaledwie jednak zdołaliśmy zajrzeć spod
skalnego Swiato-Uspienskiego klasztoru – gonił czas, trzeba było wracać na bankiet do Tolka i
Gieny, no i miałem spodnie rozdarte na tyłku… Wystarczyło jednak fotki na wpis,
który niejako zapowiadał cykl krymski.
Z ograniczonymi możliwościami czasowymi, musieliśmy się
zdecydować, które z wyżej wymienionych skalnych miejsc odwiedzimy. Wybór padł
na klasztor Kaczy Kalon, również w rejonie Bakczysaraju.
Nazwa – wbrew pozorom – oznacza „Krzyżowy okręt”. Również wspaniale (prawie jak moja absolutnie ulubiona nazwa z kategorii nazw: Wieża Srebrnych Dzwonów). Obok zaś też ciecze rzeczka Kaczy, która malowniczym kanionem przełamuje góry.
Trzeba przyznać, że o ile pięknego pejzażu opony nie zdobią, to jednak patent jest niezły!
Na górze znajdujemy współczesny klasztor wsparty o skalną
ścianę. Wewnątrz nie do końca zrozumiałe, ale oryginalne i intrygujące
zdobienia…
Okazuje się jednak, że zmyliliśmy ostatecznie drogę i do
właściwego pieczarnego klasztoru Kaczy Kalonu nie trafiliśmy, czekał nas za to
niespodziewany bonus. Zagłębiwszy się w las, porastający płaski raczej teren, już prawie mieliśmy zawrócić. Lecz że w dali otwierały się jakieś widoki,
postanowiliśmy jeszcze wyjrzeć „za róg”... Ach! Zachwyconym oczom ukazał się zapierający
wzdech obraz…
Poza pejzażem dalekogórskim, uwidoczniły się dwa inne skalne miasta: Kyz Kermen (na drugim planie) i Tepe Kermen (wystaje znad Kyz Kermen). Więc jednak – zobaczyło się je przynajmniej z oddali.
Przewodnik ostrzega: przejścia doliną między skalnymi
miastami brak, znajdują się tam obozy szkoleniowe ukraińskich służb
specjalnych. I faktycznie: słychać było ćwiczenia strzeleckie. Ani chybi – Berkut...
24 lutego 2014
Kurorty Krymu
UWSPÓŁCZEŚNIENIE NIEWCZESNYCH WRAŻEŃ (26II2014):
Trochę rozminąłem się z prawdą o ukrainnym uspokojeniu. Tak to jest, gdy się odnosi do zmiennych na gorących realiów rzeczywistości. Owszem, napięcie może zelżało w Kijowie, ale za to narosło na Krymie. Nie można się jednak temu dziwić. „Ekscentryczny prezent Chruszczowa”...Uwagę zwraca przy tym proukraińsko-antyrosyjska postawa Tatarów. Ale w tym też nic dziwnego.
No. Na Ukrainie napięcie trochę się opadło. Dlatego nie będzie nie na miejscu zrelaksowany, szybki i wielotematyczny przelot przez kurorty Krymu. Zanim on nastąpi, najpierw szybki przelot przez okoliczności historyczno-geograficzne, czyli haust wiadomości nieprzydatnych nikomu, ale podawanych w podobnym przypadku. Otóż, jak wspomniałem, interior Krymu jest płaskim stepem, gdzie nic nie ma. Na południu krajobraz zaczyna falować, aż wtem wypiętrza się wielki wał gór. Są to - o niespodzianko - Góry Krymskie.
Jak pisał w sonecie (krymskim) Mickiewicz:
PIELGRZYM
Tam!… czy Allah postawił ścianą morze lodu?
Czy aniołom tron odlał z zamrożonej chmury?
Czy Diwy z ćwierci lądu dźwignęli te mury,
Aby gwiazd karawanę nie puszczać ze wschodu?
Na szczycie jaka łuna! pożar Carogrodu!
Czy Allah, gdy noc chylat rozciągnęła bury,
Dla światów, żeglujących po morzu natury,
Tę latarnię zawiesił śród niebios obwodu?
MIRZA
Tam? — Byłem: zima siedzi; tam dzioby potoków
I gardła rzek widziałem, pijące z jej gniazda.
Tchnąłem, z ust mych śnieg leciał; pomykałem kroków,
Gdzie orły dróg nie wiedzą, kończy się chmur jazda,
Minąłem grom, drzemiący w kolebce z obłoków,
Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda.
To Czatyrdah!
PIELGRZYM
Aa‼
Góry te oddzielają obszar, który w czasach Chanatu Krymskiego nie należał do tego państwa. Początkowo były to pozostałości greckich (bizantyńskich) kolonii, jak na przykład Despotat Teodoro, oraz posiadłości genueńskie, potem teren pod bezpośrednim władaniem Imperium Osmańskiego.
Z bazą - na modłę Floty Czarnomorskiej - w Sewastopolu, wyruszyliśmy na przegląd krymskiej riwiery leżącej u południowego podnóża gór. Można dostać się tam malowniczym szlaiem nadmorskim, można też dojechać przez góry, drogą wspinającą się serpentynami na przełęcz Bajdarskie Wrota.
Z Wrót owych widać minicerkiewkę postawioną na skalnej półce. Jest to epitafium zabitego cara Aleksandra II wystawione przez zamożnego rosyjskiego kupca. Akurat trafiliśmy tam na ujmująco skromny ślub czarująco bezpretensjonalnej pary.
Okoliczności jawią się równie czarująco, jedynym zgrzytem jest z sowieckim wdziękiem poprowadzona linia wysokiego napięcia... Ale nie ma się co dziwić. W czasach Imperium Walczącego Pokoju, cerkiew, jak wiele, wiele innych, zamieniono na magazyn...
Rzut oka spod cerkwi na otoczenie, które otaczają otaczające góry wpadające (nierzadko dosłownie) w Morze Czarne.
A to już spojrzenie na nią z dołu, z Foroskiego Parku w nadmorskiej miejscowości Foros.
Zaczyna się tu bowiem pas kurortów nieprzerwanie niemal ciągnący się na długim odcinku południowego wybrzeża Krymu, znaczony wybitnymi rezydencjami i założeniami parkowymi dawnych (i późniejszych) elit Rosji.
Tak rozkosznie zażywa kanikuły lud rosyjsko-ukraiński na wakacjach.
Jeden z charakterystycznych i bardziej znanych szczytów górskich - Ai Petri.
Jeśli kto ciekawy, może przekonać się, że Wikipedia dysponuje niemal identycznym ujęciem. Cóż... internet wszędzie już był i wszystko już sfotografował.
Na Ai Petri wjeżdża radziecka kolejka linowa. Z żalem nie skorzystaliśmy - brakło czasu!
Z tego też względu odpuściliśmy sobie zwiedzanie słynnego pałacu Woroncowa w Ałupce, wybierając w zamian kąpiel morską. Jakiś pałac do zwiedzenia zawsze się znajdzie, a nasz pobyt nad M. Cz. nie był najdłuższy na świecie. Na przykład, znalazłem póżniej pałac wzorowany na tej neogotycko-mauretańskiej rezydencji na Mazowszu, cztery mile za Warszawą... Co prawda, nie zwiedzałem także, ale dlatego, że nie wpuszczają.
Jałta. Słynne miejsce, jako kurort i jako miejsce konferencji pokojowej, szczególnie niemiło widzianej przez Paliaków... Ale niech się nie krzywią, bo za to mają kościółpolski katolicki na głównym bulwarze miasta.
Ogólnie można było się przekonać, że to okropnie zatłoczona letnikami miejscowość, wypełniona w miejscach, których nie wypełniają letnicy, turystyczno-wypoczynkowym blichtrem. Jest jednak trochę post-radzieckich smaczków, jak na przykład takie mozaiki:
I to tyle z uzdrowiskowego przejazdu po krymskiej riwierze. Jałta była najdalej na wschów wysuniętym punktem wycieczki oraz całej podróży krymsko-ukraińskiej. Nie zdołaliśmy nie tylko wjechać na Ai-Petri i wedrzeć się do wnętrz pałacu Woroncowa, ale nawet, za przeproszeniem, nie zaliczyliśmy miejscowych landmarków, takich jak Ajudah i Aj-Todor.
Innym razem.
Na koniec - fauna Krymu.
Trochę rozminąłem się z prawdą o ukrainnym uspokojeniu. Tak to jest, gdy się odnosi do zmiennych na gorących realiów rzeczywistości. Owszem, napięcie może zelżało w Kijowie, ale za to narosło na Krymie. Nie można się jednak temu dziwić. „Ekscentryczny prezent Chruszczowa”...Uwagę zwraca przy tym proukraińsko-antyrosyjska postawa Tatarów. Ale w tym też nic dziwnego.
Jak pisał w sonecie (krymskim) Mickiewicz:
PIELGRZYM
Tam!… czy Allah postawił ścianą morze lodu?
Czy aniołom tron odlał z zamrożonej chmury?
Czy Diwy z ćwierci lądu dźwignęli te mury,
Aby gwiazd karawanę nie puszczać ze wschodu?
Na szczycie jaka łuna! pożar Carogrodu!
Czy Allah, gdy noc chylat rozciągnęła bury,
Dla światów, żeglujących po morzu natury,
Tę latarnię zawiesił śród niebios obwodu?
MIRZA
Tam? — Byłem: zima siedzi; tam dzioby potoków
I gardła rzek widziałem, pijące z jej gniazda.
Tchnąłem, z ust mych śnieg leciał; pomykałem kroków,
Gdzie orły dróg nie wiedzą, kończy się chmur jazda,
Minąłem grom, drzemiący w kolebce z obłoków,
Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda.
To Czatyrdah!
PIELGRZYM
Aa‼
Góry te oddzielają obszar, który w czasach Chanatu Krymskiego nie należał do tego państwa. Początkowo były to pozostałości greckich (bizantyńskich) kolonii, jak na przykład Despotat Teodoro, oraz posiadłości genueńskie, potem teren pod bezpośrednim władaniem Imperium Osmańskiego.
Z bazą - na modłę Floty Czarnomorskiej - w Sewastopolu, wyruszyliśmy na przegląd krymskiej riwiery leżącej u południowego podnóża gór. Można dostać się tam malowniczym szlaiem nadmorskim, można też dojechać przez góry, drogą wspinającą się serpentynami na przełęcz Bajdarskie Wrota.
Z Wrót owych widać minicerkiewkę postawioną na skalnej półce. Jest to epitafium zabitego cara Aleksandra II wystawione przez zamożnego rosyjskiego kupca. Akurat trafiliśmy tam na ujmująco skromny ślub czarująco bezpretensjonalnej pary.
Okoliczności jawią się równie czarująco, jedynym zgrzytem jest z sowieckim wdziękiem poprowadzona linia wysokiego napięcia... Ale nie ma się co dziwić. W czasach Imperium Walczącego Pokoju, cerkiew, jak wiele, wiele innych, zamieniono na magazyn...
Rzut oka spod cerkwi na otoczenie, które otaczają otaczające góry wpadające (nierzadko dosłownie) w Morze Czarne.
A to już spojrzenie na nią z dołu, z Foroskiego Parku w nadmorskiej miejscowości Foros.
Zaczyna się tu bowiem pas kurortów nieprzerwanie niemal ciągnący się na długim odcinku południowego wybrzeża Krymu, znaczony wybitnymi rezydencjami i założeniami parkowymi dawnych (i późniejszych) elit Rosji.
Tak rozkosznie zażywa kanikuły lud rosyjsko-ukraiński na wakacjach.
Jeden z charakterystycznych i bardziej znanych szczytów górskich - Ai Petri.
Jeśli kto ciekawy, może przekonać się, że Wikipedia dysponuje niemal identycznym ujęciem. Cóż... internet wszędzie już był i wszystko już sfotografował.
Na Ai Petri wjeżdża radziecka kolejka linowa. Z żalem nie skorzystaliśmy - brakło czasu!
Z tego też względu odpuściliśmy sobie zwiedzanie słynnego pałacu Woroncowa w Ałupce, wybierając w zamian kąpiel morską. Jakiś pałac do zwiedzenia zawsze się znajdzie, a nasz pobyt nad M. Cz. nie był najdłuższy na świecie. Na przykład, znalazłem póżniej pałac wzorowany na tej neogotycko-mauretańskiej rezydencji na Mazowszu, cztery mile za Warszawą... Co prawda, nie zwiedzałem także, ale dlatego, że nie wpuszczają.
Jałta. Słynne miejsce, jako kurort i jako miejsce konferencji pokojowej, szczególnie niemiło widzianej przez Paliaków... Ale niech się nie krzywią, bo za to mają kościół
Ogólnie można było się przekonać, że to okropnie zatłoczona letnikami miejscowość, wypełniona w miejscach, których nie wypełniają letnicy, turystyczno-wypoczynkowym blichtrem. Jest jednak trochę post-radzieckich smaczków, jak na przykład takie mozaiki:
I to tyle z uzdrowiskowego przejazdu po krymskiej riwierze. Jałta była najdalej na wschów wysuniętym punktem wycieczki oraz całej podróży krymsko-ukraińskiej. Nie zdołaliśmy nie tylko wjechać na Ai-Petri i wedrzeć się do wnętrz pałacu Woroncowa, ale nawet, za przeproszeniem, nie zaliczyliśmy miejscowych landmarków, takich jak Ajudah i Aj-Todor.
Innym razem.
Na koniec - fauna Krymu.
Etykiety:
Krym
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































