No i udało się. Wróciliśmy nad jeziora - i rzekę - na ulubioną welotrasę. Nie było ani za ciepło, ani za zimno. Ani za mokro - rozpadało się w momencie wjazdu (rowerem) na stację odjazdu (pociągiem). Tylko woda w jeziorze okazała się wyjątkowo zimna. Ale już tydzień później - w innym - okazała się wyjątkowo rozkoszna.
Poniekąd zazdroszczę;) ostatnio znów roweruję, ale że starsza pani ze mnie, to nie zawsze pod górkę daję radę (też na piaskach) i mąż namawia mnie na elektryka, a ja się bronię, ale nie wiem jak dlugo; masz jakieś doświadczenia?
OdpowiedzUsuńNie mam. Ale wiem, że są (bywają?) ciężkie jak diabli - właśnie w drodze na tę wycieczkę pomogliśmy zawiesić jednej pani taką hybrydę na haczyku w pociągu i musieliśmy dźwigać we dwóch. Zresztą - mieliśmy już wymianę zdań o tym:
Usuńhttps://sadrzeczy.blogspot.com/2020/07/powitanie-wakacji-na-102.html#comment-form
Ależ masz pamięć 😊 niewiele się w tej kwestii zmieniło, wciąż mam zwykły rower. Nawet udało mi się nim pojeździć trochę nad morzem, nawet dalam radę pagórkom na Wolinie (choć słabo), ale jednak wolę po płaskim, co nawet we Wrocławiu nie jest takie łatwe. Cóż, trzeba się zaprzyjaźnić z peselem 🙃
Usuń