Istnieje pewne internetowe forum humorystyczne, które swego czasu, lata temu – z braku innych rozrywek – nader chętnie odwiedzałem. Kiedyś założył ktoś na nim wątek „10 przypadkowych faktów o tobie” i zainaugurował go rzecz jasna własnym zestawem. Pamiętam do dziś – bo na tym wpisie wątek się otwierał – że pierwszy fakt brzmiał: „zepsuł mi się but i nie mam w czym iść do szewca”. Urocze!
Wątek ów zyskał wnet niezwykłą popularność. Co się jednak stało? Otóż bardzo szybko okazało się, że jakieś 90% osób podaje fakty w 90% zupełnie nieprzypadkowe! A te, w jakichś 90%, dotyczą seksu i spraw, przepraszam za wyrażenie, pokrewnych, lub stanowią płaczliwe obnażanie się i biadolenie – dla odmiany, lub w związku z powyższym. I w 90% pochodzą od kobiet płci żeńskiej. Zdumiewające! Zabawny pomysł przerodził się w gabinet autopsychoterapii połączony z salonem lansu. Żalono się i chwalono bowiem z równą częstotliwością. Nie było tam już czego szukać.
Zezłościło mnie to zepsucie bezpretensjonalnej zabawy, więc pod fałszywym pseudonimem (!) – jako Annabelle (tak!) – popełniłem wpis parodystyczny (choć pewnie nie ja jeden), pisząc bzdury takie, jak:
- Nie cierpię, gdy ktoś bez pytania chodzi po moim ukochanym zakątku w lesie.
- Chwilami chcę ukarać moje ciało. Mam wrażenie, że mnie wykorzystuje.
- Nie płakałam po papieżu. Płakałam po Władysławie Warneńczyku, gdy opowiedziano mi tę smutną historię.
- Czasem myślę, że życie przeszło obok mnie niezauważone.
- W sobotę uprawiałam seks z wysokim urzędnikiem UE. Było totalnie! Niestety, musiałam wyjść w połowie.
- Mam kolczyk w języku, pępku i nieduży tatuaż na wątrobie.
- Zawsze myję włosy w burzy.
- Dziś czuję się jak pustynia po naftowych odwiertach.
itd.
Ale i tak nikt nie zwrócił na to uwagi. Było to zbyt podobne do reszty wpisów.
Inna rzecz, która przypomina się nie wiedzieć czemu, to filmik z belgijskiej bodajże telewizji.
Na ulicy do namiotu jasnowidza zapraszani są przypadkowi przechodnie. Po poznaniu podstawowych rzeczy na ich temat - jak rozumiem, głównie nazwiska - jasnowidz zaczyna sypać faktami z ich życia. Przypadkowi przechodnie wpadają w osłupienie. W szczytowym momencie osłupienia opada kurtyna ujawniając ukrytą ekipę wyszukującą dane na ich temat w internecie i transferującą je do ukrytego w jasnowidzu nadajnika.
Ustawiony, czy nie, filmik był przestrogą przed ujawnianiem zbyt wielu rzeczy w publicznie dostępnej sferze internetu.
Dlaczego o tym piszę? Klnę się, że nie à propos dzisiejszego wpisu. Tylko tak mi to przyszło do głowy w ramach zbędnej anegdoty, bez której ani rusz.
Dziś mam mianowicie kilka pytań do odpowiedzi. Zadanie zadane przez miłą koleżankę-blogerkę
Obieżyświatkę w ramach zabawy pt. „Liebster Blog Award” jest zaszczytnym wyróżnieniem. Postaram się więc przyłożyć do rzetelnej a szczerej wypowiedzi.
1. Który z bohaterów książkowych albo filmowych zafascynował Cię do tego stopnia, że chciałabyś/chciałbyś z nią/z nim dłużej porozmawiać?
Raskolnikow, he he. W ogóle u Dostojewskiego to nic, tylko się odwiedzają, piją herbatę i snują długie monologi na tematy zasadnicze. To się już nie zdarza. A serio, to trudna sprawa… Kiedyś może miałem skłonność do angażowania się emocjonalnego w nie swoje sprawy, to jest w życie postaci literackich, ale teraz już nie… No, chętnie Wokulskiego odwiódłbym od głupot.
Posnułbym się też z Mironem Białoszewskim po zakurzonych peryferiach Warszawy, ale wszak to nie postać literacka...
2. Najlepsza herbata, jaką piłaś/piłeś to….
Znów trudna sprawa – jak z tym bohaterem. Trudno nie lubić dobrej herbaty, ale która była najlepsza? Na pewno stronię od eksperymentów, raczę się tylko czarną, może być
earl grey.
Herbata z ostatnich czasów, która zapadła w pamięć w miły sposób, to ta wypita w zeszłym roku latem w schronisku górskim, gdzie dotarliśmy kompletnie przemoczeni uporczywym deszczem. Była oczywiście z cytryną i cukrem, choć zwykle nie słodzę. I jeszcze z repetą!
3. Jesteś nowa/nowy w małej społeczności, gdzie wszyscy się znają: próbujesz więc wejść w to środowisko (jeśli tak, to jaki jest Twój pierwszy krok) czy stoisz raczej z boku?
Mój pierwszy krok to ten ku drzwiom... A serio, to raczej nie stoję z boku. Używam mojej supermocy, czyli poczucia humoru. No chyba, że wchodzę w tę małą społeczność z innymi, znanymi sobie osobami, wówczas stoję z boku – z nimi, bo jestem zbyt leniwy, żeby wymyślać tematy do konwersacji z nieznanymi ludźmi. Oportunizm.
4. Co masz zawsze przy sobie?
Okulary, niestety. Chyba, że już śpię.
5. Kolor, którego nie znosisz?
Żaden kolor nie zawinił i nie ponosi odpowiedzialności za to, jak wygląda. Faktem jest jednak, że na różowo bym się raczej nie ubrał. Łatwiej mi powiedzieć, jakie barwy lubię – mianowicie te tzw. kolory ziemi w ich pełnej brązowo-szarej gamie.
6. Twoja główna wada?
Zapominalstwo. Ciągle zapominam, że postanowiłem być dobrym człowiekiem…
7. Na co nigdy nie masz czasu?
To pytanie przypomniało mi, że miałem oddzwonić do przyjaciela, który odezwał się do mnie. W lipcu. Biada mi!
8. Używasz rogalki, motewki czy firloczka?
Byłem twardy do końca i nie sprawdziłem, co te słowa znaczą. Przyznam się bez bicia (w pierś), że widzę je pierwszy raz. Najprawdopodobniej.
9. Blogujesz, bo….
Bo jestem jak ten gówniarz, któremu tak
się
podoba jego ulubiony metal/disco/hip-hop (niepotrzebne skreślić), że chce się podzielić nim z współpasażerami w tramwaju… I ja tak pokazuję to, co mi się spodobało. Z tą różnicą, że mojego tramwaju można nie odwiedzać. Dobrowolnie.
10. Twoje najbardziej oryginalne hobby to…
Czy ja w ogóle mam jakieś hobby? Chyba jestem najbanalniejszym przeciętniakiem, i to pytanie fakt ów obnaża. Nie zjeżdżam na wrotkach z alpejskich lodowców, nie gromadzę inkaskich haiku, nie sklejam nawet modeli dawnych konserw…
Aha, muzyka. Ale to w ogóle nie jest oryginalne. Nawet jeśli gromadzę m.in. nagrania
qawwali lub łotewskiego folku.
11. Gdybyś miała/miał szansę zmiany jednej rzeczy w przeszłości, to co by to było?
W przeszłości ogólnej? Czy własnej-osobistej? Jeśli idzie o tę pierwszą – za dużo takich momentów, zwłaszcza w odniesieniu do historii ojczystej. Jeśli o tę drugą… Cóż, popełniłem w życiu jakieś błędy, z których co gorsza zdaję sobie sprawę. Ale jeśli mógłbym je w magiczny sposób poprawić, to być może w rezultacie nie byłbym teraz tym, kim jestem i gdzie jestem. I z kim. A tego bym nie chciał!
Uff, chociaż miałem pokusę, żeby odpowiedzieć np. najlepsza herbata – z sierści psa, to powstrzymałem się i wyspowiadałem szczerze bez niepotrzebnej klaunady.
Niestety, odnoga zabawy „Liebster Blog Award” w mojej osobie będzie musiała się zakończyć ślepo. Po pierwsze, nie czuję się na razie w pełni mocy intelektualnych, by wymyślić dość ciekawych pytań, które przyniosłyby ciekawe odpowiedzi. Po drugie, nie wiedziałbym, jakie blogi wskazać… Obieżyświatce „odbiłbym piłeczkę”, Ikroopka dostała już ów zestaw, Astrowiktor jest zajęty wycinaniem literek z gazet, Marcin jako ten stachanowiec blogosfery nie powinien być odrywany od pracy, Mozaiki są ściśle branżowe, Minoga jest już śnięta i
waniejet… Inne zaś blogi z listy po prawej stronie strony też są przeważnie ledwo żywe… Internet powoli umiera, zawsze to powtarzam.
Ale dziękuję za okazane w ten sposób zainteresowanie, również temu, kto czytał!
Pa.
Wasz – Er.
Wpis bez obrazka byłby nieznośnym gołosłowiem. Oto więc zdjęcie, które mogłoby być moją odpowiedzią na pytanie o ulubiony budynek Warszawy, gdyby takie kiedyś padło.