Lato... Podobno ma wrócić. Z moich kalkulacji wynika, że będzie to jednak za bez mała rok.
Opieram je na doświadczeniu, które wskazuje, że nastała upokarzająca pora (3/4 roku), kiedy trzeba tracić masę czasu na żmudne dobieranie par skarpetek przed wyjściem z domu...
Wróćmyż jednak do treści krajoznawczych. Coś jesiennego, żeby wpasować się w nastrój. Proszę bardzo.
Wspomniałem, że nie wyprzedałem nablożnie jeszcze całej masy upadłościowej przeszłości. Przeszłości fotocyfrowej, o błoniastej nie wspominając. Oto przykład.
Kilka ujęć z wycieczki do miasta - i zarazem państwa - Luksemburga. Materiały z tamtych rejonów opatruję tabliczką „benefralux”, zamiast zwyczajowego „Benelux”, jako że we Francji (północno-wschodniej) bywałem również. W nazwie tej pojawia się jednak owo „lux” - od Luksemburga. Wypadałoby więc zadośćuczynić blogowo także i tej końcówce. Zdarzyło się jednak być tam tylko dwa razy - raz właściwy, i raz przejazdem (z obowiązkowym tankowaniem benzyny - z czekaniem w kolejce jak na dawnym Cepeenie, tyle że złożonej z Niemców, Francuzów i Belgów).
Ad rem Luxemburgensis. John Lennon śpiewał „nobody told me there'd be days like these”, mnie natomiast nikt nie powiedział (wcześniej), jak fantastycznym miastem jest stolica tego niewielkiego kraju w samym sercu Europy.
Mam nadzieję, że zdjęcia przybliżą to zjawisko - temu, kto nie był; a przypomną - temu, kto tam juz bawił.
Wszystko na dodatek było wówczas zabarwione śliczną gamą złotej, luksemburskiej jesieni (mogę nawet podać datę dzienną, podaję: 9 XI 2008).
Miasto, przecięte ogromnym kanionem niepozornej rzeczki (trochę przypominające tym Kamieniec Podolski), sprawia niezmiernie miłe wrażenie. Nie chodzi o legendarną zasobność, czy jakiś specjalny natłok spektakularnych zabytków. Po prostu jest spójnym, tradycyjnym skupiskiem domów, ulic, placów i ludzi. A wymiociny współczesnych architektów (dzielnica finansowo-europejska) są mało widoczne z centrum. Tylko tyle i aż tyle.
W sam raz na pół jesiennego dnia, chociaż z powodzeniem można by poszwendać się tam znowu - i dłużej.
12 września 2015
10 września 2015
Zagadka
Lato... Zgasło w kwiecie sił. A nic tego nie zapowiadało, takie było prężne! Takie potężne! Taka jest widać kolej losu, ale koniec lata był - jak zwykle, zgodnie z tytułem ze Starszych Panów - niespodziewany.
Co tu robić? Może by tak poblogować?
Nazbierało się bowiem, za przeproszeniem, treści natury krajoznawczej. A wszak nie wyprztykałem się jeszcze z foto- i myślozasobów z przeszłości. Nie tylko np. z zeszłych, pamiętnych wakacji. Mam też następne, fantastyczne widoki Warszawy... Może więc zintensyfikować działania blogodawcze? Tylko kogo obchodzą jakieś stare rudery: dwory, zamki, kościoły... „Ludzie nie chcą oglądać zdjęć kościołów. Ludzie chcą oglądać...” No, wiadomo, co chcą oglądać.
Trudno. Intensyfikujmy, póki czas.
Oto próba rozruszania sennej atmosfery za pomocą interaktywnego konkursu.
Pytanie brzmi: gdzie zostało zrobione to (poniższe) zdjęcie?
Co tu robić? Może by tak poblogować?
Nazbierało się bowiem, za przeproszeniem, treści natury krajoznawczej. A wszak nie wyprztykałem się jeszcze z foto- i myślozasobów z przeszłości. Nie tylko np. z zeszłych, pamiętnych wakacji. Mam też następne, fantastyczne widoki Warszawy... Może więc zintensyfikować działania blogodawcze? Tylko kogo obchodzą jakieś stare rudery: dwory, zamki, kościoły... „Ludzie nie chcą oglądać zdjęć kościołów. Ludzie chcą oglądać...” No, wiadomo, co chcą oglądać.
Trudno. Intensyfikujmy, póki czas.
Oto próba rozruszania sennej atmosfery za pomocą interaktywnego konkursu.
Pytanie brzmi: gdzie zostało zrobione to (poniższe) zdjęcie?
Etykiety:
Polska
28 sierpnia 2015
Borów - dwór
Tu jest blog, i tu się bloguje.
Nazbierało się tędy-siędy różnych ciekawych obiektów, można je więc zwolna powsypywać w to medium.
Oto jeden z nich: dwór w Borowie, w Ziemi dawniej Łęczyckiej, obecnie Łódzkiej.
Zbudowany w XIX wieku, przebudowany w zeszłych latach 20. Należał do Grabskich, stąd pochodzą więc i bracia-politycy Grabscy Stanisław i Władysław. Popiersie tego drugiego, twórcy reformy monetarnej z lat II Rzeczypospolitej, figuruje przy gazonie przed dworem.
W chwili, gdym tam bawił, posiadłość należała - ausgerechnet - do Skarbu Państwa, ale stan ten mógł ulec już zmianie. Pies obszczekał, ale nie gryzł.
Na zabudowaniach byłego folwarku, a potem b. PGR-u, odkryć można prehistoryczne inskrypcje o treści propagandowo-zagrzewającej typu „gadaj zdrów”.
Przykład borowski jest budujący, gdyż ukazuje dwór wyzuty po wojnie z właścicieli i popegieerowski, lecz pozostający w bardzo dobrej kondycji.
Nie jest to wszak powszechny stan tego typu budowli, o czym przekonać będą mogły następne ogniwa cyklu, w okowy których już dziś awansem zapraszam.
PS Nawet nie trzeba czekać na ogniwa - dostałem cynk, że dwór drewniany w Dziektarzewie rozpadnięto już prawie do szczętu.
Nazbierało się tędy-siędy różnych ciekawych obiektów, można je więc zwolna powsypywać w to medium.
Oto jeden z nich: dwór w Borowie, w Ziemi dawniej Łęczyckiej, obecnie Łódzkiej.
Zbudowany w XIX wieku, przebudowany w zeszłych latach 20. Należał do Grabskich, stąd pochodzą więc i bracia-politycy Grabscy Stanisław i Władysław. Popiersie tego drugiego, twórcy reformy monetarnej z lat II Rzeczypospolitej, figuruje przy gazonie przed dworem.
W chwili, gdym tam bawił, posiadłość należała - ausgerechnet - do Skarbu Państwa, ale stan ten mógł ulec już zmianie. Pies obszczekał, ale nie gryzł.
Na zabudowaniach byłego folwarku, a potem b. PGR-u, odkryć można prehistoryczne inskrypcje o treści propagandowo-zagrzewającej typu „gadaj zdrów”.
Przykład borowski jest budujący, gdyż ukazuje dwór wyzuty po wojnie z właścicieli i popegieerowski, lecz pozostający w bardzo dobrej kondycji.
Nie jest to wszak powszechny stan tego typu budowli, o czym przekonać będą mogły następne ogniwa cyklu, w okowy których już dziś awansem zapraszam.
PS Nawet nie trzeba czekać na ogniwa - dostałem cynk, że dwór drewniany w Dziektarzewie rozpadnięto już prawie do szczętu.
Etykiety:
architektura,
Polska,
postacie
26 sierpnia 2015
O człowieku, co zakochał się w dupie, która leżała na plecach
Film polskiej produkcji pod tym tytułem właśnie grany jest w
kinach.
Osnuty jest na wydarzeniach z roku 1996, kiedy to SLD
pozwało do sądu „Super Express” za artykuł, w którym opisane jest niewypożyczenie
przez to rządzące ugrupowanie sprzętu typu parasole, głośniki, stoły itd. na
festyn w jednym z miasteczek.
W komediowy sposób przedstawia perypetie sercowe bohaterów
na tle realiów połowy lat 90.
Zastanawiałem się, czy warto na niego pójść, ale recenzja w
gazecie zawiera się w jednym zdaniu (pod adresem reżysera): „Czy nie potrafi
pan zarabiać w inny sposób?”
Więc...
Etykiety:
a to ci dopiero
24 sierpnia 2015
„Leszek Biały”
Kanikuła, albo Psia Gwiazda, sypanym na ziemię żarem ostudziła skutecznie ruch w blogosferze. Internet z wolna obumiera. Ale, skoro podjęło się raz blogowanie, należy kontynuować to w imię konsekwencji i zgodnie z nakazem uczciwości.
Poniewiaż - jak widać patrząc poniżej - w poprzednich wpisach wylało mi się z serca sporo wielkoformatowych oblicz ulubionego miasta, Warszawy, należałoby zrównoważyć to wklejając na czarne tło odpowiednio długi tekst. Ale - dopiero co stałem się świadkiem talmudycznej dyskusji dwóch kamratów, w której nie chodziło o spór, wyrażenie punktu widzenia czy wyciągnienie konkluzji. Chodziło tylko o werbalną prezentację wszystkiego, co się wie na dany temat. Było to dość męczące.
Poprzestańmy więc na pouczającej anegdocie historycznej. Historia magistra, jak wiadomo, vitae est.
Gdybym był piwowarem, stworzyłbym markę „Leszek Biały”.
Książę ten trzynasto-przeważnie-wieczny, Piast naturalnie, syn Kazimierza Sprawiedliwego i Heleny (w stroju niedbałem), został władcą krakowskim wskutek decyzji lokalnych możnowładców, nie bez przygód i przerw w dostawie tronu. W poszukiwaniu alternatywnego wsparcia politycznego, kokietował więc i Kościół, m. in. poprzez zobowiązanie się do udziału w (piątej) krucjacie do Ziemi Świętej.
Potem jednak z tych obietnic wycofał się, proponując w zamian papieżowi indywidualną, rodzimą krucjatkę na Prusy.
Co ciekawe - koncepcja księcia zakładała podbój nie zbrojny, a raczej cywilizacyjno-psychologiczny. Postulował bowiem stworzenie grodu, który stałby się dla Prusów centrum handlowym, gdzie mogliby zaopatrywać się w poszukiwane a deficytowe u siebie towary (sól, broń, surowce). Dzięki takiej przynęcie, można by pogan przyciągnąć i do wiary chrześcijańskiej. Może szkoda, że planów tych nie wdrożono, pozostając przy tradycyjnej rąbance mieczami. Na dodatek tak niefortunnej, że braciszek księcia - władca Mazowsza - musiał ostatecznie sprowadzić cwanych gastarbeiterów w białych pelerynkach.
Ale - ad piwo - swoje wycofanie z akcesu do krucjaty, Leszek uzasadniał papieżowi także tym, iż w Palestynie nie mają piwa, a bez niego ani rusz.
Swój chłop.
A „Leszek Biały” mógłby być pszeniczny.
tableau z motywem z epoki, Jędrzejów
Poniewiaż - jak widać patrząc poniżej - w poprzednich wpisach wylało mi się z serca sporo wielkoformatowych oblicz ulubionego miasta, Warszawy, należałoby zrównoważyć to wklejając na czarne tło odpowiednio długi tekst. Ale - dopiero co stałem się świadkiem talmudycznej dyskusji dwóch kamratów, w której nie chodziło o spór, wyrażenie punktu widzenia czy wyciągnienie konkluzji. Chodziło tylko o werbalną prezentację wszystkiego, co się wie na dany temat. Było to dość męczące.
Poprzestańmy więc na pouczającej anegdocie historycznej. Historia magistra, jak wiadomo, vitae est.
Gdybym był piwowarem, stworzyłbym markę „Leszek Biały”.
Książę ten trzynasto-przeważnie-wieczny, Piast naturalnie, syn Kazimierza Sprawiedliwego i Heleny (w stroju niedbałem), został władcą krakowskim wskutek decyzji lokalnych możnowładców, nie bez przygód i przerw w dostawie tronu. W poszukiwaniu alternatywnego wsparcia politycznego, kokietował więc i Kościół, m. in. poprzez zobowiązanie się do udziału w (piątej) krucjacie do Ziemi Świętej.
Potem jednak z tych obietnic wycofał się, proponując w zamian papieżowi indywidualną, rodzimą krucjatkę na Prusy.
Co ciekawe - koncepcja księcia zakładała podbój nie zbrojny, a raczej cywilizacyjno-psychologiczny. Postulował bowiem stworzenie grodu, który stałby się dla Prusów centrum handlowym, gdzie mogliby zaopatrywać się w poszukiwane a deficytowe u siebie towary (sól, broń, surowce). Dzięki takiej przynęcie, można by pogan przyciągnąć i do wiary chrześcijańskiej. Może szkoda, że planów tych nie wdrożono, pozostając przy tradycyjnej rąbance mieczami. Na dodatek tak niefortunnej, że braciszek księcia - władca Mazowsza - musiał ostatecznie sprowadzić cwanych gastarbeiterów w białych pelerynkach.
Ale - ad piwo - swoje wycofanie z akcesu do krucjaty, Leszek uzasadniał papieżowi także tym, iż w Palestynie nie mają piwa, a bez niego ani rusz.
Swój chłop.
A „Leszek Biały” mógłby być pszeniczny.
tableau z motywem z epoki, Jędrzejów
Etykiety:
historia i historie,
Polska,
postacie
12 sierpnia 2015
11 sierpnia 2015
10 sierpnia 2015
9 sierpnia 2015
8 sierpnia 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















