Gdy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B (??? co to u licha miało by znaczyć?).
A więc jadziem z tym Ponidziem. W dół rzeki od prastarych wsi Chroberz i Zagość rozłożyła się arcyprastara Wiślica (nazwa ewidentnie dla zmylenia wroga, tak jak Huta Katowice zbudowana w Dąbrowie Górniczej, albo hotel „Kasprowy” leżący pod Gubałówką). Kiedyś ważny ośrodek różnego Piastowstwa. Ulubiona
sedes Kazimierza Sprawiedliwego na przykład, który tu zaczynał swą karierę.
Po tych Piastach porozbijanych międzydzielnicowo pozostał pawilon archeologiczny kryjący kryptę, do którego nie udało mi się jeszcze wniknąć.
Za opiewanym właśnie pobytem w Wiślicy, wniknąć udało się za to do wewnątrz kolegiaty. Świątynia była szeroko dostępna zwiedzaczom, ale wiąże się to pewnie ze zwiększoną świadomością turystyczną dzisiejszych Wiślan.
Czym jest ten obiekt, a zwłaszcza jego wnętrze, tego moje ułomne zdjęcia nie pokażą. Powiem tylko, iż jest to wnętrze wybitne. Może nie na miarę Sainte-Chapelle w Paryżu mieście, ale na miarę Ponidzia już w tę stronę formalnie pchnięte.
Co także ciekawe, wnętrze zasadnicze - czyli korpus - jest dwunawowe, z trzema filarami pośrodku. Badacze badający budownictwo wysnuwają różne teorie na temat takiego układu przestrzennego, z pozoru mało funkcjonalnego. Nie czas, a przede wszystkim nie miejsce, by je tu streszczać. Nawet płynne wnikanie żeber sklepienia w filary (widoczne na zdjęciu poniżej) doczekało się teoretyczno-filozoficznych uzasadnień ze strony uniwersyteckich mądral.
Nie idąc tą drogą, powtórzmyż tylko, że fotografia ta nie jest nawet namiastką osobistego odczuwania nieprzeciętnej przestrzeni gotyckiego wnętrza.
Prezbiterium jest niemniej interesujące. To z kolei za sprawą pozostałości malowideł ruskich fundacji króla Władysława J.
Godne uwagi są także epitafia jakichś prałatów.
W ścianie nawy figuruje zaś nagrobek renesansowy damy! Próby zdjęcia go w całości (w znaczeniu: zrobienia fotografii) nie powiodły się z powodu ćmy i ogólnej drżączki (brak statywu). Zespolik ów rzeźbiarski jest dość skromny. Pani leży w typowej - pół śpiącej pozie (typowej dla postaci z nagrobków renesansowych, ale także i nierzadko dla mnie). Uwagę zwraca za to biała żyłka w burym marmurze, która przecina m.in. dłoń upamiętnionej tu nieboszczki.
Ta żyłka to coś, co ożywia w tajemniczy sposób kamienną rzeźbę, i wprowadza dziwny niepokój w spokój posągu oraz dynamikę w jego statykę. Takie mam wrażenie.
Zanim wyjdziemy, skierujmy zerki na same drzwi wejściowo-wyjściowe. Hebanowe.
- Cheba stare?
- Tak. Ponad nimi tkwi tablica XV-wieczna ukazująca XIV-wieczną fundację kościoła, z królem Kazimierzem prezentującym Maryi z Dzieciątkiem makietę w skali 1:100. Jest to niewątpliwie dzieło sztuki gotyckiej. A jaki napis!
Dzwonnica, stojąca luzem nieopodal, zbudowana, nawiasem mówiąc, kosztem Jana Długosza podobnie jak pobliski dom gotycki, ma interesujący portalik - w środku ostrołukowy, na zewnątrz schodkowy i oblaskowany do rytmu.
Sama faktura jej ściany jest frapująca. Wygląd à la ser zawdzięcza pierwszowojennym zmaganiom tu przedsięwziętym.
A to już po prostu jakieś okienko.
Na koniec całość zdjęta od zaplecza. Szacowna kolegiata wypiętrza się wzwyż na gotycką modłę (zdumiewająco pasujące określenie). Wygląda przy tym, jakby wody Nidy wystąpiły były kiedyś i zatopiły nawę do wysokości kilkunastu metrów.