12 czerwca 2012

Sociétés d'amour

Wśród ówczesnych miast europejskich obok Paryża, Londynu i Berlina właśnie Moskwa i Petersburg przodowały pod względem liczby i rozmachu działalności rozmaitych półtajnych towarzystw „zakonów” i „akademii” erotycznych, do których należeli przedstawiciele warstw uprzywilejowanych obojga płci. Istnienie w XVIII wieku tego rodzaju towarzystw rozrywkowych należy do najmniej znanych elementów ówczesnej obyczajowości, a przecież instytucji tego rodzaju były w całej Europie dosłownie setki. Pojawiły się one we Francji już w końcu XVII wieku, działały bez przeszkód do wybuchu Wielkiej Rewolucji; naśladownictwo i moda przyczyniły się do utworzenia podobnych związków w wielu innych krajach, również i w Rosji, gdzie funkcjonowały one jeszcze w pierwszych latach wieku XIX. Najważniejszym celem rozmaitych sociétés d'amour było teoretyczne i praktyczne zarazem badanie erotyzmu we wszystkich jego przejawach. Zgodnie z duchem epoki praktyki tego rodzaju ubierano często w formę doświadczeń i obserwacji quasi-naukowych, a swawolna gromada libertynów z udaną powagą narzucała sobie zazwyczaj statut i regulamin swojego rodzaju towarzystwa naukowego czy akademii literackiej, której członkowie podejmowali wyrafinowane eksperymenty seksualne, aby wyniki swoich obserwacji przedstawić współtowarzyszom w formie żartobliwych wykładów. Otaczająca te praktyki tajemnica i poufne zebrania z wyszukanym rytuałem (w drugiej połowie XVIII wieku tego rodzaju zabawy prowadzono na przykład w ramach wolnomularskich lóż kobiecych, tak zwanej maçonnerie d’adoption) drażniły przyjemnie stępiałe nerwy libertynów obojga płci. Poziom tych zabaw zależał oczywiście od kultury ich uczestników; trudno się jednak dziwić, że w większości wypadków sociétés d'amour ewoluowały w kierunku wyrafinowanych klubów rozpusty, gdzie praktykowano promiskuityzm erotyczny w ogóle bez usprawiedliwiania swoich zainteresowań pozorami intencji badawczych.
Źródła do historii wszelkiego rodzaju XVIII-wiecznych sociétés d'amour zostały w następnym stuleciu w większości zniszczone, badania nad tym ciekawym zjawiskiem obyczajowym są więc dzisiaj bardzo trudne.


Dzieło popularnohistoryczne, z którego pochodzi cytat - stanowiący jedno z wprowadzeń w tło epoki mojego ulubionego XVIII stulecia - powróci wkrótce również w dziale "postacie".





10 czerwca 2012

7 czerwca 2012

5 czerwca 2012

Drzwi drewniane znad Narwi

Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie,
Pomnij odwiedzić tam skansen,
Gdzie Narew toczy przez Kurpie swe tonie
A świat się jawi jak sam sen.

Czy jakoś tak... A więc odprysk z wyprawy nieformalnej grupy krajoznawczej z Warszawy. Drzwi ludowe:






Bonus: spojrzenie przez drzwi na Narew. Tę naszą Narew...






2 czerwca 2012

Świat młodych kapust

Gdy rok niemal temu założył żem taki oto blog, napisałem, jakimi to powabami obdarza nas przełom wiosny i lata. Jednym z wymienionych była młoda kapusta kiszona. Nie spotkało się to z należnym zrozumieniem, a przeciwnie - spotkało się to z nienależnym niezrozumieniem. Ale co tu się dziwić.
Skoro więc jest to "sad rzeczy", niech i wyrośnie w nim trochę pożywienia. Nie chcę w ten sposób dać do zrozumienia, że moje życie sprowadza się wyłącznie do jedzenia kapusty, ale tak właśnie jest.
Za frykasy tego typu oddałbym wszystkie słodkie łakocie świata - bo za nimi nie przepadam.




Tym bardziej warto odnotować ten fakt (?), że po zjedzeniu pojawiły się wizje: coś jakby biały budynek w stylu kolonialnym, przed którym rosną palmy w donicach. Wszystko skąpane w ostrym karaibskim słońcu. Skądś słychać pokrzykiwanie egzotyczne ptaków... Przygrywają też mariachi. W sercu zaś rodzi się spokój, można wręcz na moment zapomnieć o fiasku ugody hadziackiej...



APENDYKS!  bardziej à propos nawet byłoby wspomnieć nie o ugodzie hadziackiej, a o polskiej klęsce pod Batohem i jej smutnych konsekwencjach - gdyż właśnie mija najbardziej okrągła - bo 360 rocznica tych wydarzeń.






31 maja 2012

Oberek i polka (Noc Tańca)

Na zakończenie festiwalu "Wszystkie mazurki świata" odbyła się w Warszawie zabawa taneczna pod zachęcającą nazwą "Noc Tańca". Faktycznie trwająca późno w noc. Wystąpili ogrywacze oberka z różnych miejsc Polski, również tych leżących po drugiej stronie Bałtyku, albo takich jak Louisiana.
A więc trafiła się okazja przypomnieć sobie polskie tańce ludowe, które kiedyś praktykowało się zgoła często i - zgodnie z ich naturą - intensywnie. Jak je tańczyć? Bardzo łatwo: oberek (mazurek) tak, jak walc, tylko dużo szybciej i z wypiętym zadkiem. Polkę tak samo, tylko że na dwa, a nie trzy. Wystarczy trochę miejsca (na zdjęciach jeszcze lużno), kondycja i centryfuga. No i muzyka!











28 maja 2012

24 maja 2012

Sztuka vs.nauka (Noc Muzeów)

Generalnie kochamy tłum i staramy się trzymać blisko (oczywiście z zastrzeżeniem, że nie jest to tłum poruszany negatywnymi wibracjami – wtedy to zupełnie inne parakalo). Gdy tylko na przykład umiera papież, spada samolot prezydencki, woda w Wiśle sięga korony wału – idziemy mieszać się z tłumem, być częścią tego czy innego Be-in. Inni też uwielbiają – to widać choćby po tym, jak chętnie, sprawnie a spontanicznie i bez Facebooka gromadzą się dawać wyraz lub ciekawie zerkać i czerpać wiedzę o świecie.

Cykliczną a bezbolesną okazją do pofolgowania sobie tej skłonności stadnej jest Noc Muzeów. W ten jeden wieczór w roku stolica nasza przestaje przypominać – jak to określa K.T. – Wieluń po zmroku. Oczywiście same muzea dla nas, a pewnie i dla wielu innych chętnych uczestników to pretekst tylko, by ponapawać się wspólnym współistnieniem w przestrzeni miejskiej. Stanie w gigantycznej kolejce – to rzecz jasna nic nęcącego. Natomiast popatrzeć, jak inni stoją – czemu nie? Można też tu i ówdzie zajrzeć, skoro otwarte i zapraszają. Coś się dzieje i jest to dobre.


W tym roku jednak było troszkę inaczej – i tu zmierzam po przydługim wstępie do meritum. Zaczęliśmy od konkretnego celu i to leżącego na uboczu głównych atrakcji: Laboratorium Ciężkich Jonów UW. Udaliśmy się tam, żeby zobaczyć na własne wybałuszone gały cyklotron. Urządzenie co prawda jest jeszcze radzieckie, i tylko dwumetrowe, a nie sięga pod Genewę, ale to nie szkodzi. Na nas, laikach, i tak robi odpowiednie wrażenie. Maszyneria. Elektrony. Hadrony. Rozdzielanie, rozdzieranie atomów, wydłubywanie materii. Szkoła wyższa jazdy. I wszystko to po coś. Z celem, z sensem i pro publico bono. 
Gaudeamus igitur!






A potem zmieniliśmy lokal. Co roku od paru lat względy towarzyskie prowadzą nas na event pod tytułem Noc Malarzy. Na wystawę późną nocą w głębokich piwnicach, gdzie spotkać można przeróżne postacie konsumujące alkohol – co właśnie, jak napisałem, jest powodem do pojawienia się. Obrazy, jak to obrazy – wiszą w tle.

Ale w tym roku – świeżo po obcowaniu z potęgą nauk ścisłych zmaterializowaną w Laboratorium Ciężkich Jonów spojrzeliśmy szczególnie ociężałym spojrzeniem na to, co proponują Malarze.
I cóż zobaczyliśmy? Zobaczyliśmy z całą jaskrawością rozświetloną widmem jonów, jak to Sztuka wzięła rozbrat z rzeczywistością. I z życiem, to znaczy z ludźmi.
Nie dość, że dzieła są brzydkie, to jeszcze głupie. I nudne. Czyli są złe. Na dodatek ich istnienie jest niczym nieuzasadnione, chyba , że ktoś chciałby brać udział w zmowie społecznej „sztuka jako lokata kapitału”.

Okolicznością łagodzącą jest co prawda niska szkodliwość społeczna dzieł. Kto nie chce, ten nie wchodzi i nie ogląda. Mniej jest też jakoś hucpy w tradycyjnych obrazach na płótnie malowanych niż w tak zwanych instalacjach. Ale smutne to jest. Tylu niepotrzebnych twórców niepotrzebnych dzieł niepotrzebnej sztuki… Nasze zderzenie z malarstwem współczesnym było bardziej bolesne niż zderzenie hadronów.


Nauka zaczynała skromnie – od błądzenia po omacku i śmiesznych z dzisiejszej perspektywy zabaw. Spekulacje filozoficzne jednak legły u podstaw nauk społecznych, fizyki etc. Alchemia przerodziła się w chemię. Astrologia w astronomię. A wszystko razem w astrofizykę i to molekularną.
To jest imponujące, niezależnie od skutków ubocznych i efektów zamierzonych, które nie zawsze mogą nam się podobać.

A sztuka? Od niezwykle istotnej części sfery sacrum zjechała przez te stulecia na pozycje niepoważnej krotochwili. Najgorsze, że nieśmiesznej!
Gdzieś jakoś sztuki piękne potknęły się i tak dotkliwie potłukły, że już piękne nie są, a budzą litość lub drwinę. Kiedy to się stało? W jakich okolicznościach? Odpowiedzi w następnych odcinkach sagi!

Geniusz ludzki zaś opuścił gmach sztuki i przeniósł się do cyklotronów.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...